
Dzisiejszy blog to taki współczesny pamiętnik. Opisujemy jakieś wydarzenia z życia czy inne pierdoły. Z tym, że ktoś to czyta. Nawet nie wiemy, kto. Może nawet tej osoby nie wtajemniczyliśmy w nasze zapiski.
Powiecie, że skądże znowu. Że takie wydarzenia, jakie opisaliście równie dobrze mogą się dziać w Chinach, a poza tym nie używacie swojego czy cudzego nazwiska pisząc o kimś. Pod nickiem czujecie się bezpieczni.
Jeszcze 2 i pół roku temu sama nie sądziłam, że ktoś z moich "znajomych" zechciałby czytać te moje wynurzenia z dupy. Jednak zechciało mi się opisać pewną szkolną sytuację. Jedna z dziewczyn w klasie stwierdziła, że cały post jest o niej. Tak naprawdę był to tylko jego początek, po prostu źle sprecyzowałam swoje myśli. Podejrzewam, że ktoś już wcześniej jakoś znalazł bloga. A nikomu nie podawałam adresu i nie wymieniałam żadnych nazwisk. Równie dobrze mogłabym teraz podpisywać się jako Ewelina J. , a nie Blacky. Jeden kij. Bo to ciągnie się do dziś.
Anonimowość nie istnieje. Jeśli jej potrzebujecie, piszcie sobie pamiętnik zamknięty na kłódkę. Nawet jeśli znajomi nie dają Wam do zrozumienia, że mieli styczność z tym, co tam tworzycie w Internetach, nie oznacza to, że faktycznie nie zajrzeli w Wasze miejsca w sieci. Ludzie to wścibskie bestie, serio. SERIO.
Jest dokładnie tak, jak mówisz. SERIO :)
OdpowiedzUsuńSerio, serio :)
UsuńJa piszę pamiętnik w zeszycie. Takie moje osobiste pierdoły. Na blogu raczej rzadko wtrącam coś bezpośrednio z życia osobistego (chociaż nie tylko ze względu na osoby czytające). Tym bardziej więc moim znajomym to, co piszę może wydać się nieinteresujące [w końcu o książkach też z nimi rozmawiam]. Chociaż wiem, że niektórzy gdzieśtam kiedyś zaglądali. Ale jakoś szczególnie mi to nie robi. Jednak masz rację - jeśli ktoś pisze typowy blogowy pamiętnik i myśli, że nikt znajomy nigdy tam nie zajrzy, to grubo się myli.
OdpowiedzUsuńJuż nie jestem w stanie pisać w zeszycie, zresztą u mnie w domu trudno o prywatność. Też aktualnie na blogu nie wspominam zbyt wiele o moim życiu osobistym. No i ci znajomi, co są tak odważni z anonima, nie dostają powodów do sączenia jadu. Jakże mi przykro :)
UsuńEwentualnie można prowadzić bloga otwartego tylko dla wybranych użytkowników. Miałam takiego przez jakiś czas, gdy okazało się, że kolega z roku znalazł mojego bloga. Dziwię się, że przyznał mi się do tego... Teraz piszę normalnie i mam gdzieś, czy ktoś z moich znajomych to czyta, bo nikogo tam nie obgaduję i nie wyjawiam swoich sekretów.
OdpowiedzUsuńWłaśnie niedawno założyłam takiego bloga "dla wybrańców" i pewnie niedługo coś tam napiszę. Bo na blogu publicznym zbyt wielkie zamieszanie by było. Też aktualnie gwiżdżę na to, kto tutaj wchodzi, zresztą nic takiego się nie stało.
UsuńDlatego ja robię inaczej - równolegle prowadzę i pamiętnik i bloga. Jak można inaczej?
OdpowiedzUsuńNo jak tak lubisz...Ja jakoś nie jestem w stanie zbierać swoich myśli na kartkach papieru. Wsiąknęłam w neta :)
UsuńZawsze bloga można zahasłować :)
OdpowiedzUsuńTeż fakt :)
OdpowiedzUsuńNigdy nie liczyłam, ze będę anonimowa. Moi czytelnicy znają moja szkołę, znaja moja Bydzię, sama o tym piszę. gdyby ktoś chciał mnie zamordować, to wie gdzie szukać. Moja rodzina też niestety może się dobrać do mojego bloga, ale przeważnie szanuja moja prywatność. Bo blog to taki inny światek tworzony przez blogerów, nie lubie, kiedy dobieraja sie do niego ludzie nie "wtajemniczeni".
OdpowiedzUsuńNiektórzy czytelnicy znają moje nazwisko, choć go zasadniczo nie ujawniam. Nie chciałam nigdy być zupełnie anonimowa.
Najprościej- nie pisać czegoś, czego mogłabyś sie wstydzić...
Ja tam nie piszę aż tylu rzeczy o sobie, choć czytelnicy mogą np. dowiedzieć się nazwy miasta, w pobliżu którego mieszkam, bo normalnie sobie widnieje w profilu. A nuż poznam jakichś blogerów ze swoich rejonów, a podobno takie spotkania w realu to fajna rzecz. Co do wstydu, to coś tym jest. Nie dowierzam, że to właśnie ja 3 lata temu takie bzdety pisałam...
UsuńJuż się z tym dawno pogodziłam, dlatego uważam na moje pisanie dużo bardziej niż kiedyś.
OdpowiedzUsuńNo to mamy podobnie.
UsuńChyba większość starych blogowych wyjadaczy jest tego zdania.
UsuńPewnie w tak, w końcu po pewnym czasie się nabiera odrobiny rozumu.
UsuńTrzeba bardzo ostrożnie dobierać słowa. Niektórzy nie chcą prywatności, a innym chodzi tylko o to. Ale masz rację, tutaj nie da się niczego ukryć. A ludzie często doszukują się rzeczy tylko po to, aby zaspokoić chorą ciekawość.
OdpowiedzUsuńAle aktualnie nic na mnie nie mają i pewnie są wkurzeni, bo nie są w stanie mi dokopać :)
UsuńNiestety muszę się z tym zgodzić. Ja prowadziłam kiedyś bloga pod zupełnie innym adresem i miałam zupełnie inny nick, ale kiedyś kumpela siedząc mi na kompie zauważyła zakładkę z blogiem i pod pretekstem "przecież i tak mówimy sobie wszystko" wzięła ode mnie jego adres. W tedy zaczęłam się ograniczać, cenzurować moje myśli ... Nie było to dobre, dlatego zmieniłam wszystko, adres, nick, nawet mail i parę dni później usłyszałam od kumpeli "czemu skasowałaś bloga?". Powiedziałam, że już mi się nie chce go prowadzić itp. Od tamtej pory nikt nie ma mojego nowego adresu i jestem pewna, że moi najbliżsi nie czytają obecnie mojego bloga i ta pewność mi wystarczy ... a co do reszty "znajomych" to mam to za przeproszeniem w dupie. Niech czytają co chcą i tak nie mam już z nimi kontaktu.
OdpowiedzUsuńWażne, że osoby o których zdarza mi się pisać nic nie wiedzą o mojej stronie.
Sorrki :) Trochę się rozpisałam.
Ale bardzo ciekawy post :)
Miałaś sporo szczęścia. Kilkakrotnie zmieniałam adres poprzedniego bloga i przy okazji nick, a i tak ludzie jakoś go znaleźli. Na tego bloga też wchodzą, ale w sumie mi to wisi.
UsuńW dobie facebooka anonimowości już w ogóle nie ma. Wiem, że kilka znajomych czyta mojego bloga, ale nie przejmuję się tym. Właściwie to nawet lepiej. Rzadko się odzywam, prawie nigdy nie mówię, co leży mi na sercu. Przynajmniej z bloga wiedzą, że nie powinni poruszać jakiegoś tematu.
OdpowiedzUsuńNo to mam podobnie. Też za bardzo nie lubię gadać o tym, co myślę czy czuję, a zresztą kogo to obchodzi...
UsuńTeż nie wierzę w anonimowość i powiem więcej- dużo osób, które znam osobiście, przyjaciół nawet, wie, gdzie piszę, jak pisze. I mi to nie przeszkadza, ale może dlatego, że twierdzę, iż nie mam zasadniczo nic do ukrycia. No bo nie mam chyba właśnie. To samo co napiszę mogę opowiedzieć i...bez różnicy gdzie, po prostu:)
OdpowiedzUsuńJa też w sumie mam jakby dystans do tego, a już szczególnie, gdy tychże osobników wypowiadających się anonimowo już nigdy nie zobaczę na oczy. A zresztą wszyscy mogą sobie czytać, bo co ja niby takiego strasznego wypisuję :)
UsuńNo więc właśnie. Piszesz głównie o swoich spostrzeżeniach, przemyślenia pewne..i one naprawdę nie są jakieś "straszne"XD
UsuńNa pewno anonimowość nie istnieje - to tylko złuda...
OdpowiedzUsuńFakt. I pewnie nie każdy zdaje sobie z tego sprawę i potem jest płacz.
UsuńCzasami coś takiego jest dobre. Bo napiszesz coś na blogu i dana osoba o tym wie, a nie musisz kombinować jak jej to powiedzieć. ;)
OdpowiedzUsuńAle czasami z brakiem prywatności jest lekkie przegięcie...
Wiesz, ale ludzie na ogół jednak wolą, by ktoś powiedział im twarzą w twarz, co o nich myśli, a nie dowiadywać się tego z bloga, więc chyba m.in przez to jest potem taki dym...
UsuńTak, sama jestem człowiekiem i połowę życia spędzam na szukaniu informacji o innych dlatego czasem nie piszę wszystkiego co myślę bo nie chcę się spotkać z nikim w sądzie xD
OdpowiedzUsuńAż wstyd się przyznać, ale nawet ja bywam wścibska :)
UsuńO istnieniu mojego bloga nie wiedzą nawet dwie moje przyjaciółki i niech tak pozostanie. Jednak trochę prywatności chcę mieć, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że w dzisiejszych czasach nie istnieje coś takiego jak anonimowość...
OdpowiedzUsuńJak będą chciały, to i tak się dowiedzą, taka prawda niestety. Ale jeśli nie piszesz czegoś, co mogłoby wywołać burzę, to nic wielkiego się nie stanie.
UsuńRacja, o tej "wścibskości" nie raz się przekonałam na własnej skórze.
OdpowiedzUsuńTrzeba być bardziej ostrożniejszym niż kiedyś. Nie zdradzać zbyt wiele szczegółów - potem same problemy z tego pozornie niewinnego blogowania...
Na szczęście z czasem uczymy się na błędach...
Usuńmoim zdaniem każdy blogger decydując się na pisanie w internecie a nie do szuflady jest świadom, że prędzej czy później ktoś dowie się, kim on naprawdę jest, skąd pisze, czy ściemnia... ale przecież o to nam chyba chodzi, prawda? chcemy jakichś interakcji, jakiegoś rozgłosu..
OdpowiedzUsuńMoże i nie każdemu chodzi o jakąś wielką popularność, ale potrzebujemy jakiegoś odzewu, może dopieszczenia swojego ego :)
UsuńMimo braku anonimowości i tak wolę bloga niż pamiętnik na kłódkę :)
OdpowiedzUsuńPiona! :)
UsuńA no anonimowość to bzdura. Kompletna. Nikomu bliskiemu raczej nie dałabym adresu swojego bloga, czułabym się nieco ograniczona pewnie. I uznałabym, że lepiej czegoś nie pisać, a nie po to mam bloga. Chcę tam pisać i coś czego nie wypada.
OdpowiedzUsuńW mojej rodzinie co niektórzy wiedzą, że mam bloga, ale nie znają adresu i dobrze. Bo również chcę mieć pełną swobodę pisania pomimo tego, co mnie kiedyś spotkało.
Usuńach, tyle że pisanie do pamiętniczka na kłódkę nie jest juz takie ekscytujące ;P
OdpowiedzUsuńNo nie jest, to nie te czasy :)
UsuńJa się nie oszukuję, że mnie tu nikt nie znajdzie, tym bardziej że już z doświadczenia wiem, że to niemożliwe...dlatego teraz mam nawet w pupie fakt, że moje zdjęcie na blogu wisi...
OdpowiedzUsuńTeż po moim łbie krąży taka myśl, czy aby nie wstawić tu kiedyś słit foci, bo i mi jest już wszystko jedno.
UsuńDlatego ja się staram nie opisywać jakichś oczywistych kwestii, tylko zostawiać je dla siebie/zaufanych ludzi. Blog służy mi do wyładowania śmieci ze śmietnika, który tkwi pod moją kopułą i w sumie tyle. Ewentualnie podzielić się czymś, co sprawia mi radość.
OdpowiedzUsuńDobrze robisz. Ja niestety nie byłam i nie jestem taka mądra :)
UsuńTo fakt, anonimowość praktycznie nie istnieje - kiedyś miałam już przykrą sytuację, gdy ktoś ze znajomych odkrył bloga i zaraz wieść się rozeszła do tych, do których nigdy dojść nie powinna. A papierowe pamiętniki też mają czasami tendencje zostać w szufladzie, którą akurat ktoś przez przypadek otworzy... W takim razie chyba najlepszym sposobem jest pisanie, mając w tle myśl, że może przeczytać to ktoś, kogo znamy.
OdpowiedzUsuńZ tym papierowym pamiętnikiem to fakt, sama tego doświadczyłam. Ale nie wiem, czy jestem w stanie cenzurować myśli.
Usuńtez uważam, że anonimowość nie istnieje, to tylko kwestia czasu, kiedy ktoś mimochodem natknie się w necie na naszego bloga, nawet jak nie chcemy pisać o naszym życiu, to i tak między wierszami są odnośniki do naszych prywatnych spraw, Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńW sumie coś w tym jest, w końcu nie da się tak do końca nie pisać o sobie.
UsuńLudzie to takie bestie że lubią dopasowywać to co przeczytają do swojego życia i pech sprawia że się orientują, ty możesz nie podawać adresu swojego bloga swoim znajomym ale wystarczy że Internet sam naprowadza ludzi na takie znaleziska więc dzięki wszystkim portalom społecznościowym, wujkowi G itd. udaje się pokazać to co niektórzy próbują ukryć. I nie mówię to o żadnych teoriach spiskowych :) Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńFakt, na wszystkich blogach są te durne przyciski do udostępniania naszych treści na portalach społecznościowych, co uważam za wielkie nieporozumienie...
UsuńTrafne spostrzeżenia.
OdpowiedzUsuńNowa notka na http://namuzowani.blog.onet.pl/
Dzięki :)
UsuńDobrze cię rozumiem. Kiedyś odwiedziłam bloga pewnej dziewczyny, która okazała się chodzić ze mną do szkoły. Mieszkam na takim zadupiu, że szkoda gadać, a jednak trafiłam na kogoś kogo widywałam dzień w dzień na szkolnym korytarzu.
OdpowiedzUsuńTeż mieszkam w niezłej dziurze, choć ludzie z mojej wsi raczej nie blogują, tak mi się wydaje. Też kiedyś znalazłam czyjegoś bloga, ale nie zdradziłam się z tym, zresztą tą osobę znałam tylko z widzenia.
Usuń