
Jakoś tak mniej więcej w połowie listopada dowaliłam sobie cel dość ambitny. Uznałam, że świąteczne porządki mogę rozpocząć właśnie w tej chwili, jednocześnie zbytnio się nie przemęczając. Powoli, na spokojnie. Stopniowo. A w grudniu, w dzień Wigilii totalny opierdaling. A może nawet kilka dni wcześniej. I w dupie będę miała narzekanie i stres rodzicielki. Było nie zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę i nie gadaj, że się obijam :D A, i ty też, kobieto czasem odpocznij :D Poleżę w wannie, wywalę z szafy jakieś ciuchy i takie tam. Bo każdemu w końcu odpoczynek się należy.
Zaczęłam od łazienki. Byłam przerażona ilością kosmetyków przeterminowanych...kilka lat temu. Przy okazji umyłam wannę i zlew, a co mi tam :D Niby niewiele, a jednak szybko się zmęczyłam. Podobno to typowe dla introwertyków. I w sumie dlatego uznałam, że każdego dnia zrobię niewiele, ale powoli dojdę do celu.
Teraz jestem na etapie "niekończącej się opowieści", czyli zbyt ciasnego pokoju, który dzielę z Młodą. Niby już do tej pory wywaliłam z niego pierdyliard zbędnych rzeczy, ale coś mi tu nie tenteges. No tak, ciuchy. Nie mieszczą się w szafie również dzielonej z Młodą. Jakieś 2 tygodnie temu za ciężko zarobione pieniądze zakupiłam nową. Jeszcze niezłożona. Takie tam problemy pierwszego świata. Zbędne szmaty dawno wywaliłam, albo komuś dałam.
Co jeszcze można wyrzucić? Ten problem zgłębię za parę godzin :D
A u mnie wszystko jak zawsze na ostatnią chwile zostanie, ale tego nie przeskoczę, bo w domu będę dopiero dzień przed wigilią, więc ledwo przyjadę z zapierdol się zacznie :)
OdpowiedzUsuńObecni jestem na etapie zdalnego wywalania rzeczy z pokoju. Sprzedałam łóżko, kanapę, fotel i stolik, a na ich miejsce kupiłam mam nadzieję, że nareszcie wygodnie łózko :) Jeszcze tylko wywalę szafy i ogarnę co zrobić z moimi szmatami i będzie git, bo im mniej rzeczy w pokoju tym mniej trzeba sprzątać :D
Współczuję :)
UsuńJa tylko w tym roku wywaliłam tyle rzeczy, że łeb mały, a i tak nie zyskałam zbyt wiele wolnej przestrzeni :)
Ja jestem z tych, co wszystko robią stopniowo, a na ostatni dzień i tak coś zostanie do roboty :P
OdpowiedzUsuńJa tam postanowiłam mieć to w dupie :D
UsuńWe wrześniu miałam remont pokoju. A więc doszło do wielkich porządków. Nie spodziewałam się, że mam aż tyle rzeczy w pokoju! Wywaliłam chyba sześć potężnych worów różnych rzezy, które już mi są zbędne. Takie porządki się przydają raz na jakiś czas :D Dzięki nim zyskuje się więcej miejsca (dopóki nie zapełni się go nowymi rzeczami).
OdpowiedzUsuńTylko sześć worów? U mnie w przeliczeniu na takowe wyjdzie więcej :)
UsuńU mnie w domu trwa właśnie remont. Tragiczna sprawa. Osobiście najbardziej sprzątam teraz na blogu - naprawiam popsute linki, fotki, justuję tekst itp. itd.
OdpowiedzUsuńSerdecznie zapraszam na nową recenzję (Miley Cyrus - Dooo It!) na NAMUZOWANI.blog.onet.pl
No tak, przy remoncie to już nieźle trzeba się naharować...
UsuńJak mnie nieraz weźmie na takie porządne porządki że tak to śmiesznie ujmę, to odkrywam takie skarby, jak i ty :D
OdpowiedzUsuńNie wspominałam o lepszych skarbach typu żałosny list, którego na szczęście nie podrzuciłam swojemu obiektowi westchnień, gdy miałam te 13 lat :D
UsuńAch te porządki :D Ale fakt faktem - najważniejsze, to umieć odpoczywać. Sama bym się chciała tego nauczyć i nieraz wszystko pierdolnąć na moment w kąt :P Ale moim przekleństwem jest chyba to, że kiedy się za coś zabiorę, to nie ma, że boli. :P
OdpowiedzUsuńOdpocznij jednak czasem. Niektóre rzeczy do zrobienia nie zając, nie uciekną :)
UsuńBleh, nie lubię sprzątać, chociaż ostatnio też zrobiłam czystkę w łazience i powywalałam większość kosmetyków :) a potem mama na mnie krzyczała, że jej pogubiłam pudry i szminki ;)
OdpowiedzUsuńTo moja się czepiała o błyszczyk przeterminowany rok temu :D
Usuńja ostatnio powywalałam masę kosmetyków, których w ogóle już nie używałam :) lubię minimalizm!
OdpowiedzUsuńW moim przypadku minimalizm byłby określeniem na wyrost. Sprzątam wtedy, gdy bałagan MI przeszkadza, no i w taki szczególny okres :)
UsuńJa co jakiś czas przeglądam wszystkie moje kartony i pudełeczka i sprawdzam co by tu jeszcze wywalić, bo zbędne. :D
OdpowiedzUsuńNo to piąteczka :D
UsuńOj to jest to - przygotować się do świąt, systematycznie i pomału, a potem bez nerwów ;)
OdpowiedzUsuńNiby rzecz niemożliwa, ale co szkodzi spróbować? :)
Usuńja tak zazwyczaj dwa razy do roku sprzątam i za każdym razem rozwala mnie to, że niby nic nie chomikuję i nie kupuję, a tego jest tyle.
OdpowiedzUsuńTeż mnie zadziwia ilość tych rzeczy, bo staram się kupować te naprawdę niezbędne :)
UsuńFakt, tak pomału, codziennie po trochu to całkiem niezły sposób?
OdpowiedzUsuńIntrowertycy się szybko męczą? O tym nie słyszałam.
Chyba powinnam w ten sam sposób zacząć się do sesji przygotowywać. Bo niedługo nadejdzie czas, że już nie będzie można pomału, po trochu...
Myślę, że tak. Zdecydowanie nie służy mi zostawienie wszystkiego na ostatnią chwilę, za dużo stresu.
UsuńW sumie wiem to od jakiegoś czasu, szybka utrata energii i takie tam.
O tak, spróbuj. Że też ja nie byłam taka mądra w czasach ogólniaka...
Powoli zawsze dotrze się do celu! Złota zasada, do której każda rodzicielka powinna się stosować, a nie później narzekać, że czegoś zapomniała, na coś nie było czasu, bo doba ma o kilka godzin za mało. Niby już połowa miesiąca, ale ja też powinnam wziąć pod uwagę tę myśl. Pomalutku, powolutku dotrwam do świąt, zrobię co mam zrobić, ale się nie narobię :)
OdpowiedzUsuńAle łatwiej narzekać :D
Usuńtakie porządki są potrzebne zarówno w garderobie, łazience czy życiu :D
OdpowiedzUsuńTe ostatnie są chyba najważniejsze :D
Usuń