
Tak, już widzę te komentarze, że mam ból dupy jak stąd do Jueseja, ale pieprzyć to. I tak napiszę to, co chciałam. Bo w końcu brak fejmu = większe pole do popisu. No więc dlaczego nie zanosi się na popularność?
1) Brak białego tła
Nie wiem, czemu akurat białe, a nie zielone, czy fioletowe upodobali sobie ci choć trochę bardziej poczytni blogerzy. Jeśli dojdę do jakiegoś sensownego wniosku, chętnie o nim wspomnę za sto lat. Nie twierdzę, że ten kolor jest zły, ale mój czarny też jest super i póki co go nie zmienię.
2) Nie piszę za często
Ponoć jest to wymóg odnośnie bycia zapamiętanym przez tysiące osobników marnujących swe życie w Internetach. Tymczasem piszę wtedy, kiedy przyjdzie jakieś oświecenie. Oczywiście w razie czego mam przy sobie zeszyt, w którym coś notuję, ale raczej jest to zbyt osobiste, by ujrzało tutaj światło dzienne, a raczej w moim przypadku nocne.
3)Nie mam zajebistego życia
Nie chodzę na koncerty, nigdy nie byłam #zagranico, nie mam żadnych znajomych, faceta, #bff...W dodatku mieszkam na niezłym wypizdowie z dala od cywilizacji. I takie tam inne trudne sprawy :D
4) Ależ ze mnie ignorantka!
W związku z tym nie jestem upoważniona do tego, by dawać Wam rady odnośnie ciuchów, cery, włosów... Nie mogę być też autorytetem odnośnie diety, z którą sobie nie radzę, czy ćwiczeń, do których nie mam cierpliwości :D
5) "Fajny blog, zapraszam do mnie" No, thanks.
Zamiast takiego komentarza wolę napisać coś choć trochę mającego związek z postem danego blogera. Jak komuś faktycznie będzie się chciało czytać to moje pierdolenie, prędzej czy później tu trafi.
PS. Ależ tęsknię za dawnymi pamiętnikami na Onecie! :D


