
W sumie wszystko jedno, czy napiszę ten post dziś, czy w Sylwka. Raczej nie spodziewam się jakiejś życiowej rewolucji w ciągu najbliższych dwóch dni. Jaki był mój 2015 rok?
Zacznę od razu od pewności co do miejsca, z którym na stówę nie wiążę swojej przyszłości. Jest to dom pomocy społecznej, czyli niezbyt dobra opcja dla tak skrajnej introwertyczki, która w dodatku nie jest w stanie wszystkiego robić szybko. No i nie cierpię pracy grupowej i patrzenia mi się na ręce. I za dużo hałasu. I było wielkie halo, gdy próbowałam przez chwilę pobyć sama. O reszcie (z najdrobniejszymi szczegółami) nie wspomnę, ale to tylko ze względu na te kilka osób, które dobrze wspominam.
To był jedyny rok, w którym przeczytałam tyyyle książek. Konkretnie 42. Może to dla wielu z Was nie będzie oszałamiającą liczbą, ale tak czy owak póki co pożegnałam kryzys czytelniczy. I się nie uwsteczniam.
Próbowałam choć trochę mniej się wkurwiać na ludzi i świat ogółem. Na razie nic z tego, ale nie poddaję się :)
Jakieś 2 miesiące temu zakupiłam w końcu nowe okulary. Tak, wiem, że są fajne :) I w końcu coś widzę :)

Nie odbyłam jakichś dalekich podróży. Ale zobaczyłam most w Trzech Morgach :)

Co chwilę eksperymentowałam z kolorami włosów, byłam rudzielcem i brunetką. Obecnie trudno stwierdzić, co mam na głowie.
Moje życie towarzyskie nadal nie istnieje, nie poznałam też miłości swojego życia.
Zapisałam się do grupy korespondencyjnej na Twarzoksiążce. Po Nowym Roku wyślę pierwszy list od niepamiętnych czasów :)
Jakoś rzadziej udzielałam się w blogosferze. Ale poprawię się :)
