
Niezaprzeczalnym faktem jest posiadanie przez moją skromną osobę pierdyliarda ciuchów, niczym jakaś słynna szafiarka, o której lubi wspomnieć portal zwany Pudlem, czy jak mu tam. Mimo to nie dość, że pamiętam, co mam w szafie i czego dawno się pozbyłam, to jeszcze szybko podejmuję decyzję odnośnie tego, co zamierzam założyć i to nieważne, czy chodzi o jakieś święta/imieniny, czy też po prostu uznałam, że muszę ruszyć swój szlachetny tyłek do miasta na małe zakupy. To byłoby na tyle, jeśli chodzi o moją spontaniczność. Chociaż w sumie zdarzają się wyjątkowe sytuacje, gdy okazuje się, że np. ubrałam się za lekko, bo akurat pogoda musiała się spier... No popsuć się musiała. W każdym razie szykowanie się do wyjścia nie zajmuje mi tyle czasu, ile typowej/stereotypowej kobiecie.
Szafa w jakichś 80 % zawiera wszelakie czarne rzeczy, w związku z czym dałoby się wystroić kilka osób na pogrzeb. Znalazłoby się też coś dla trzynastoletniej gotki, fanki Biebera (huehue). Oczywiście nie brakuje tu miejsca dla innych kolorów, o ile nie są tymi pastelowymi, za którymi nie przepadam. Przeważają tiszerty z różnymi nadrukami, w tym czachami, na które ponoć jestem za stara (wszak zaraz wejdę w sędziwy wiek 23 lat). Dalej idą moje ukochane koszule w kratę i równie uwielbiane bluzeczki z koronką. Dżinsy z dziurami. Szorty. Trochę swetrów, w tym moje ulubione (te 2 rozmiary za duże). Dżinsowe kurtki. Czerwona ramoneska. Zniszczona czarna "skóra", którą zdarza mi się nosić. Kilka czapek, w tym dwie z napisami BAD HAIR DAY i FUCK YOU VERY MUCH :D Ulubiony czarny płaszcz. Najnowsza kurtka w kolorze khaki. Czarne bolerko z ćwiekami. Kiecki, które rzadko noszę. Kilka czarnych spódnic. Trochę par czarnych rajstop. Kilka par butów (serio!). Oraz parę innych, dość nietypowych rzeczy, które czekają na odpowiednią okazję :D
Można odnieść wrażenie, że jestem bogata, a tak naprawdę znam dobre lumpy. Chodzę też na wyprzedaże. Mało tego, niektóre ciuchy liczą sobie kilka lat :) I fakt, nie jestem jedną z tych lasencji, u których outfity się nie powtarzają :D
Ja pierniczę, wyszedł normalnie post lajfstajlowy :D
A tak już na koniec (podejrzewam, że to ostatni/jeden z ostatnich postów w tym roku) życzę Wam wesołych, albo chociaż znośnych świąt, zero problemów żołądkowych po zjedzeniu tyyylu potraw, no i żeby tak poszło w cycki :D
