Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twarzoksiążka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twarzoksiążka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 lutego 2019

Do czego przydaje się bezsenność?


To znów się dzieje. Nie możesz spać, a minęło już ładnych parę godzin, odkąd położyłaś się do łóżka. Tabletka na sen nie pomogła. Co więc robić? Możesz oddać się wspaniałej, pociągającej introspekcji. Poużalać się solidnie nad sobą, bo ostatnio przez depresję zawalasz wszystko, co możliwe, więc pewnie jesteś do niczego. Może przeczytać choć kilka stron książki. Albo pisać na bloga coś, co nazywasz tekstem życia (ale co, jeśli będzie chujowy?). W końcu ostatecznie wpadasz na coś jeszcze innego. A może by tak... założyć grupę na Twarzoksiążce dla czytelników bloga?

I działasz. Najpierw ustawiasz jakieś mroczne zdjęcie w tle, bo to ciemna strona bloga w końcu. Dodajesz byle jaki opis, który później zmienisz. Albo i nie? W końcu udostępniasz grupę na fanpejdżu, zapraszasz kilku znajomych i czekasz, co się zadzieje. W efekcie dołącza 14 osób i ta liczba powoli rośnie. Cele grupy? Przede wszystkim brak dram, hejtu i możliwość wypowiadania się na luzie o wszystkim. Można tu przeklinać, bo czasem, kurwa, nie da się inaczej. Chcesz miłej atmosfery, która niestety nie na każdej grupie panuje. Może będzie fajnie.

W każdym razie zapraszam wszystkich czytelników. Po kliknięciu TUTAJ przejdziecie do grupy.

sobota, 20 października 2018

Życie po banie



Wyobraź sobie, że jest ktoś, kto ma sporego fanpejdża na Twarzoksiążce, a znajomi ciągle udostępniają jego posty. Z początku myślisz, że są to jakieś fikcyjne przygody jakiejś nieistniejącej dziewczyny z najbliższego miasta, ale jednak nie. Ona istnieje naprawdę. I super, bo długo zastanawiałaś się nad tym, czy ktoś prócz ciebie z twoich okolic zajmuje się pisaniem czegoś. Wsiąkasz w te napisane ze sporą dozą humoru opowieści na mniej więcej rok. I chcesz więcej. A gdy autorka fanpejdża decyduje się na założenie grupy, również na Twarzoksiążce, natychmiast do niej dołączasz.

I tak sobie tam siedzisz przez półtora roku. Są tam tematy poważne i błahe. Czasem się udzielasz, a innym razem jesteś cichym obserwatorem. Nie zawsze jest tam kolorowo, ale mimo wszystko odnosisz wrażenie, że znalazłaś swoje miejsce w tych całych Internetach. Że możesz sobie przeklinać i nawet dla jaj kaleczyć polszczyznę i nikt za to nie wlepi ci bana. I ogólnie można pisać o wszystkim, wyluzować. A przynajmniej tak ci się wydaje. Ale w pewnym momencie czujesz, że to już nie jest to miejsce. I pod swoimi postami czasem otrzymujesz komentarze, które bardzo cię dotykają, bolą. Więc natychmiast kasujesz wątek.

Pewnego dnia ktoś (bo nie wszyscy są przeciwko tobie) informuje cię o tym, że... zostałaś zbanowana. Ale jak to? Co takiego zrobiłaś? Kasowałaś swoje posty. Do tamtej pory nie spodziewałaś się, że z takiego błahego powodu można wylecieć z grupy. Jakbyś była jedyną osobą, która tak robi. Bo najlepiej przyjmować krzywdzące komentarze, nieprawdaż? Chuj z twoimi uczuciami. Najlepiej dać po sobie jechać na maksa. Kto dopierdoli najbardziej, takie tam.

Parę dni później piszesz na Messengerze wiadomość z prośbą o przywrócenie na grupę. Najwyraźniej jesteś cholerną masochistką, skoro pomimo paru nieprzyjemnych sytuacji chcesz wrócić, a co najmniej kilkadziesiąt osób nie czeka na ciebie z otwartymi ramionami. Wiadomość nie spotyka się z żadnym odzewem. Długo po tej sytuacji piszesz żalposta odnośnie tej sprawy na innej, bardziej przyjaznej grupie. Okazuje się, że sporo osób stamtąd go widziało. Uznajesz, że trudno, chuj z tym.

W końcu poddajesz się. Już nie podejmujesz prób powrotu na grupę. I myślisz sobie, że trzeba było zrobić jakieś świństwo, by faktycznie zasłużyć na bana, na przykład wynosić posta poza grupę, obgadywać gdzieś jej członków... Jednak nie jesteś aż taką suką. I niektóre osoby tam naprawdę lubiłaś lub chociaż akceptowałaś.

I chyba powoli godzisz się ze swoim pierwszym w życiu banem. W końcu są inne grupy (na których widzisz czasem te fajne osoby stamtąd) czy miejsca, gdzie udzielasz się pod nickami, o których niepowołane osoby nie mają pojęcia. I przecież masz pewne sprawy do ogarnięcia, a bycie na bieżąco z życiem grupy zajmowało sporo czasu. Naprawdę istnieje życie po banie.

niedziela, 2 września 2018

Jak urządzić dramę na grupie?



Istnieje spore prawdopodobieństwo, że żadna lub prawie żadna grupa na Twarzoksiążce licząca więcej niż tysiąc osób nie ustrzegła się przed dramą. A przynajmniej żadna z tych, w których pisząca te słowa się udziela. Niektórzy nie mogą żyć bez nich, wręcz są one dla nich niczym tlen. Cóż począć w takiej sytuacji? Jak stworzyć porządną dramę? Weteranka grup właśnie naucza. I nie ponosi odpowiedzialności za ewentualne wcielenie tych rad w życie. No to jazda!

1. Sposób stary jak świat, np. tematy religijne.

Chociażby zarzuć wątek typu jak to u was jest z wiarą. I wystarczy, serio. Poczekaj na ciekawe rozmowy.
- Bóg istnieje.
- A właśnie, że nie.
- A właśnie, że tak.
- To w takim razie istnieje też UFO.
- Pierdol się, leszczu.


2. Donosicielstwo.

Prędzej lub później ktoś na grupie walnie jakieś szczere wyznanie. Takie, które spaliłoby go w oczach pewnych osób. Znasz te osoby? Krok pierwszy: porób screeny. Krok drugi: wyślij je do tychże osób. Krok trzeci: czekaj na rozwój wypadków. Krok czwarty: daj się zdemaskować i zbanować.

3. Odwal coś naprawdę głupiego.

Np. pokaż, co tam masz między nogami. Takie zachowanie ma korzenie w czatach, a na grupie będzie bardziej spektakularne. Gwarantuje ono wprawdzie bana, ale i też dożywotnią (nie) sławę.

4. Tylko ja mam monopol na prawdę.

Autentyk z pewnego anglojęzycznego forum, ale czemu nie mógłby też przyjąć się na grupie? Pewna osoba postanowiła wiele lat temu pożegnać się z karierą muzyczną, z czym niektórzy fani nigdy się pogodzili lub jednak tak, ale w dalszym ciągu lubią wspominać, jaką ten ktoś miał charyzmę, talent, świetny wygląd. A Ty możesz non stop w każdym wątku powtarzać, że to nieprawda i jeśli ktoś nie podziela Twojego zdania, to jest głupi, naiwny, nie wyrósł jeszcze z mentalnej piaskownicy i w ogóle to Twoje twierdzenie powinno być uznane za powszechną prawdę, bo taka jest. Gwarantowany ban.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Ach, ta Twarzoksiążka!


Wciąga, uzależnia, robi siano z nielicznych komórek mózgowych, które nam jeszcze pozostały. Po prostu Twarzoksiążka. To ta podstępna suka sprawia, że miliony ludzi na całym świecie porzucają realne życie na kilka lub kilkanaście godzin. Cóż oni takiego fascynującego tam robią?

Wstawiają pierdyliard słitaśnych fotek swojej facjaty z lewego i prawego profilu, najlepiej w brudnym lustereczku, z dzióbkiem, w tle może być rozpiździel na podłodze, a co tam! Oczywiście zdjęcia przed wstawieniem obrabiają w Fotosklepie. Co jakiś czas dodają linki z Jedyną Słuszną Muzyką, znaną jako hity Eski. Nie znasz? Die in hell, bitch! Piszą coś o grubym sobotnim melanżu, gdzie różne ciekawe rzeczy się działy, a tak naprawdę grzali swoje szlachetne tyłki przed telewizorem podczas milionowego odcinka "Mody na Porażkę".

Twarzoksiążka to pole bitwy. Bitwy na lajki. Widzimy, że zdjęcie kogoś z naszych znajomych zebrało w godzinę dwieście kciuków w górę od swych "friendsów"? Nie będziemy gorsi. Długi czas zajmuje nam wybór najsłitaśniejszej foci, żeby tak zebrać 250 lajków. Widzimy, że wiele osób zbiera sto lajków pod zdjęciem, a u nas rekordem jest trzydzieści? Łapiemy doła i zastanawiamy się, co z nami do kurwy nędzy jest nie tak. Ból dupy, może jeszcze depresja i morze kompleksów. Co ten portal robi z ludźmi...

Może będzie to trudne do zrozumienia dla wszelakich desperatów i frustratów, ale nie wszyscy są piękni i bogaci. A nawet te ponoć idealne osobniki mają jakieś mniej lub bardziej poważne problemy, o których nie będą mogli opowiedzieć nikomu z tysiąca twarzoksiążkowych znajomych, bo nie znajdą u nich pomocy, zrozumienia . Smutne to.