Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narzekam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narzekam. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 stycznia 2015

Dzisiejszy świat


Szykuje się kolejny, bardzo nudny wywód nie wnoszący nic szczególnego do życia czytelników tego pierdolnika. Czyli norma.

O tym, że nie ogarniam dzisiejszego świata, pisałam tu chyba pierdyliard razy. Pewnie nierzadko jeszcze walnę niezłego facepalma. I don't want to live on this planet anymore :D

Świat potrzebuje ludzi głośnych, ekstrawertyków. Nie jesteś kimś takim? Z pewnością usłyszysz, że jesteś jakiś dziwny, ułomny. Ktoś pewnie zasugeruje wizytę u psychologa. Tymczasem to nie jest żadna choroba. Ale choć mamy już XXI wiek, ciemnogród wciąż ma się dobrze. Aha, i prawdopodobnie jest nas przynajmniej dwoje :)

Wrzuć na Twarzoksiążkę link do popularnej piosenki. Zbierze pewnie jakiś tuzin lajków. Po jakimś czasie zrób to samo z taką z bardziej Twoich muzycznych rejonów. O ile zakład, że będzie najwyżej jeden lajk? Tak, story of my life. Do czego piję tym razem? Do tego, że wręcz wypadałoby jarać się aktualnymi hiciorami z Eski. Masz wyjebane? Tutaj znowu możemy sobie przybić piątkę.

Kolejny powód do uznania kogoś za dziwaka? Spokojnie obędzie się bez telewizji. No przecież nie ma nic bardziej niesamowitego od oglądania telenowel typu "Burza", seriali sprzed ćwierćwiecza wałkowanych pięćset razy na każdym możliwym kanale, czy teledysków, w których jakieś dziunie świecą cyckami i dupami. A, i jeszcze "włączoneee niskieee cenyyy" :D

Ktoś jest niesamowicie inteligentny, oczytany? Albo ma jakieś nietypowe zainteresowania? Kogo to obchodzi? Najważniejsza jest najbliższa impreza, której szczegółów jej uczestnicy i tak nie będą pamiętać, bo urządzą sobie zawody w schlaniu się do zgona. Ewentualnie można jeszcze nawijać o najnowszym hicie Taylor Swift, czy problemach sercowych Mostowiaków.

Miłość? A co to takiego? Najlepiej związać się z kimś tylko po to, by nie było przypału przy znajomych. Autentyk!

Pewnie nie jestem szczególnie inteligentna, czy ogarnięta, ale i tak nie zamierzam uczestniczyć w tym cyrku.

czwartek, 18 grudnia 2014

No i gdzie ta magia świąt?


Od co najmniej miesiąca w telewizji, gazetach czy radiu mówi się o świętach Bożego Narodzenia. W sklepach roi się od lampek, choinek, "czekoladowych" Mikołajów i piernik wie, czego tam jeszcze. Gdziekolwiek się nie zjawisz, zaraz słyszysz "Last Christmas". A ja tej cholernej magii świąt nie czuję.

Może to objaw zwyczajnego starzenia się? Przecież te pięć czy dziesięć lat temu jakoś cieszyłam się na święta. Już zwykłe ubieranie choinki dawało sporo radości. A co dopiero mówić o miłym spędzeniu czasu z rodziną, czy wspólnym śpiewaniu kolęd. A może zwyczajnie dałam się ogłupić jak to dzieciak?

Zacznę od tego, że nie ogarniam tych cyrków ze sprzątaniem non stop przez kilka dni poprzedzających święta. Czy Bóg, o ile w ogóle istnieje, strzelałby focha o odrobinę kurzu? Zresztą i tak świąt nie spędzamy u siebie, tylko u dziadków. Okej, pomogę rodzicielce w porządkach, ale nie przez całe dnie. Trochę luzu, kobieto!

Nie cierpię momentu składania życzeń. Nigdy nie wiem, co powiedzieć danej osobie. Gdy to się kończy, odczuwam niesamowitą ulgę. Zresztą to jest takie nie do końca szczere, zwykle po prostu powtarzają się zeszłoroczne życzenia. Podejrzewam, że np. wujek jak co roku będzie mi życzył "faceta tak przystojnego jak on i dużo seksu" xD

Pomiędzy jednym posiłkiem a drugim trwa dyskusja. Nie na tematy religijne, polityczne czy egzystencjalne. O innych ludziach gadają. Owych osobników, będących tematem jakże ciekawej dyskusji rodem z Pudelka czy Kozaczka, raczej nie znam nawet z widzenia. Choćbym myślami była w innym kraju, na innej planecie, czy gdziekolwiek, byle nie tu, i tak wszystko słyszę, bo oni strasznie donośne głosy mają. Tak więc mogę dowiedzieć się, że ktoś z kimś się ohajtał, ktoś się rozwiódł, komuś urodziło się dziecko, komuś zepsuło się auto, ktoś się powiesił, ktoś ma krzywe nogi ("więc jak może je odsłaniać"), ktoś ma nowego smartfona ("no ciekawe, skąd miał na to pieniądze"), ktoś się zesrał...Help!

No ale przynajmniej się najem...

piątek, 5 grudnia 2014

Teksty ludzi, których nie ogarniam.


Niektóre osobniki doprowadzają mnie swoją gadką do szału. Mam ochotę powiedzieć im, by się z łaski swojej odpierdolili i że to moja sprawa, co robię ze swoim życiem. Żadne rozsądne argumenty do nich nie trafiają.

"Jesteś za chuda, niedługo znikniesz. Nie chcesz jeść żadnych słodyczy, nie masz przypadkiem anoreksji?"
Można jeszcze dodać do tego nagminne podrzucanie mi czekolady czy ciast. No i beka ze stawiania znaku równości pomiędzy niejedzeniem słodyczy, a głodzeniem się. Można przecież spokojnie obyć się bez takiego żarcia i jeść rozsądnie i zdrowo. Zresztą uważam, że mam idealną wagę i prawie idealną figurę.

"Nie przesadzaj, będziesz miała jedno dziecko"
Nie, nie, NIE. Potrzebuję cholernego świętego spokoju, a nie pilnowania, by mały gówniarz nie wyjmował ostrych narzędzi z szafek, czy nie darł książek. I w ogóle koncentrowania się na nim 24/7, bez możliwości rozwijania swoich zainteresowań czy zwyczajnego wyspania się. Mój chłopak, o ile takowy się pojawi, też nie może chcieć mieć dzieci, bo inaczej się pożegnamy. Zresztą przebywanie w towarzystwie 3 - letniego kuzyna jeszcze bardziej utwierdza mnie w tym przekonaniu.

Co tak ciągle sama siedzisz?
Bo lubię? Nie mam ochoty na przebywanie non stop z ludźmi, którzy usiłują mnie na siłę zmienić. I z pewnością nie dołączę do rodzicielki oglądającej przed TV jakąś telenowelę, czy komedię romantyczną. Jakbyśmy nie mogły pójść na spacer, czy zakupy...

Czemu jesteś ciągle taka smutna?
A skąd wiecie? Może myślałam o czymś wesołym? A zresztą i tak nic wam nie powiem.

Dobra, koniec smęcenia na dziś.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Od dziś słucham Eski i disco polo


Jest strasznie późna pora, a ja piszę, czyli standard. Będzie sporo narzekania, bo jakżeby inaczej. Może jakoś to wytrzymacie.

Od dłuższego czasu próbuję jakoś zmienić swoje życie, a wychodzi jak zwykle. Jeśli chodzi o ten cały plan działania, póki co jestem w stanie zrobić najwyżej połowę tego, co tam sobie zaplanuję. Ale w sumie nie o tym chcę napisać.

W styczniu do Warszawy przyjeżdża jeden z moich ulubionych zespołów, a mnie tam nie będzie. A kasa na bilet i dojazd jakimś cudem jest. Gdybym znała stolicę, to może pojechałabym sama, no ale ja tam nigdy nie byłam nawet przejazdem. Nie żartuję. Pewnie nietrudno się domyślić, że nie znam nikogo , kto podzielałby mój gust muzyczny. W ogóle w 2015 roku będą jeszcze koncerty paru innych zespołów, na które chętnie bym wbiła, no ale jak wyżej. Na twarzoksiążkowej stronie dla polskich fanów zadałam pytanie, czy ktoś z okolic PTB może się nie wybiera. Ciekawe, czy w ogóle będzie jakiś odzew.

Czy ja, kuźwa, słucham czegoś, co zna kilkadziesiąt osób na świecie? Nie wydaje mi się. Tak to jest, gdy człowiek stwierdza, że to, co słyszy dookoła, jednak mu nie pasuje, ewentualnie ma wyjebane i woli szukać czegoś dla siebie w Internetach. A jak się popytasz, czego ludzie słuchają, to najczęściej są to aktualne hity Eski, ewentualnie disco z pola. Jestem tolerancyjna, ale chcę mieć z kim jeździć na koncerty.

środa, 26 listopada 2014

Zmiany


Przesadziłam. Dość już tego opierniczania się. Zamierzam stworzyć plan działania i realizować go. Gdy w ciągu danego dnia zrobię to, co należy, przyjdzie czas na leniuchowanie.

Mam całkiem niezapisany zeszyt. Nie wiedziałam, co z nim zrobić, ale niedawno mnie olśniło. Przecież mogę tam napisać listę rzeczy do zrobienia. I oczywiście po jakimś czasie skreślać to, z czym się uporałam.

Przez najbliższe kilka dni zamierzam odpocząć od ludzi. Na razie zawiadomiłam o tym na Twarzoksiążce takiego jednego, co dobija się do mnie kilka razy dziennie (i chyba mnie podrywa). Raczej zrozumiał. Nie ma nic bardziej wkurwiającego niż migająca wciąż na zielono dioda, podczas gdy na przykład sprzątam. Nie da się jej wyłączyć, choć teoretycznie taka opcja istnieje. No ale tylko teoretycznie.

Przydałoby się również ograniczenie czasu spędzonego w Internetach. Naprawdę to, co wypisują na Bezużytecznej nie jest mi potrzebne do życia. To samo tyczy się również oglądania pierdyliarda zdjęć na Instagramie, czy zadawania wujkowi Google pytań, na które nikt nie zna odpowiedzi. I generalnie wielu innych rzeczy. Oczywiście nie zamierzam zniknąć z blogosfery, tym bardziej, że ostatnio coś wena mnie nie opuszcza. I dalej będę odwiedzać Wasze blogi.

Spróbuję jutro wstać przynajmniej godzinę wcześniej i zacząć działać. Bez żadnych cholernych wymówek, że od jutra. Bo potem będę to odkładać w nieskończoność i ani się obejrzę, a miną lata bezsensownego siedzenia na dupie i moje życie będzie bez sensu. A przecież tak nie musi być, prawda?

piątek, 7 listopada 2014

Kryzys, dół czy co tam...


Od dłuższego czasu brakuje mi pomysłów na wpisy. Nie wiem, jak to do cholery możliwe. Jeszcze nie tak dawno temu miałam w zanadrzu kilka tematów, z których ostatecznie wybierałam jeden, a teraz ani me, ani be. W dodatku od kilku dni, jak nie dłużej, trzyma się mnie coś w rodzaju doła. Najchętniej przespałabym całe dnie. Może to jest powodem braku weny? Od wczoraj szukam w Internetach jakichś inspiracji czy czego. W końcu dawno nie pojawił się normalny wpis. Bezskutecznie. Może to tylko chwilowy kryzys? Może za kilka dni czy miesiąc znów kolejne tematy nie dadzą mi spokoju? Tak czy owak zamierzam nadal odwiedzać Wasze blogi. Zawsze możecie też do mnie pisać na avanturnica4@onet.eu. Trzymajcie się!

niedziela, 12 października 2014

Internety uratowały mi życie


Tak, tak. Nie tak dawno pisałam o tym, jak Internety pochłonęły czas, który mogłabym spędzić bardziej produktywnie, a teraz taki tytuł daję? No cóż, dalej uważam, że za długo przebywam w wirtualnym świecie, gdzie w przeciwieństwie do tego realnego jestem taka zajebista (chociaż nie robię z siebie niewiadomo kogo), ale w pewnym sensie wpłynął też na mnie pozytywnie.

Gdyby nie Internety, byłabym dziś wieśniarą o ograniczonych horyzontach myślowych. Przecież na okrągło słyszałam, że metal,ba, nawet rock to tylko jakieś darcie ryja, a odmienna orientacja seksualna to tylko wymysł głupich nastolatków, którym kompletnie się w dupie poprzewracało. Poza tym dorosła kobieta powinna na dobre porzucić luzackie ciuchy na rzecz eleganckich. Gdy będzie miała dzieci, dawno zapomni o Conversach.

Oczywiście słuchałam też tylko radiowych hitów, czy disco polo, i przyjęłam myślenie rodzicielki odnośnie rocka, że to za ostre i w ogóle. W czasach podstawówki do tego worka wkładałam również Avril (huehue). Nie miałam też gustu odnośnie ciuchów, zwyczajnie nosiłam to, co kupowała mi mama. Oglądałam też durne telenowele w telewizji. Nie zastanawiałam się też nad tym, czy to, co robię, ma sens, czy nie. Byłam taka sama jak wszyscy.

Już nie pamiętam, jak to się stało, że weszłam na Wrzutę i przesłuchałam kilka rockowych kawałków, które mi się spodobały. Moja rodzicielka była innego zdania, lecz zignorowałam to. Zaczęłam się udzielać na różnych forach, gdzie poznawałam więcej takiej muzyki.
Stałam się bardziej tolerancyjna, gdy zdobywałam większą wiedzę odnośnie ludzi uznawanych powszechnie za "innych". Poznawałam ich historie na forach czy blogach. W niektórych odnajdywałam siebie, bo sama wielokrotnie obrywałam.
Przestałam bezkrytycznie patrzeć na to, czym karmią nas media. Pewnego dnia stwierdziłam, że większości z tego, co leci w telewizorni nie jestem w stanie zdzierżyć. Gdy parę miesięcy temu zmuszałam się do obejrzenia jakiejś durnej komedii romantycznej, dziwiłam się, jak mogłam kiedyś czymś takim się jarać. Gdy skądś dochodziło do moich uszu disco z pola, zgrzytałam zębami z irytacji.
Teraz, dzięki Internetom znajduję to, co faktycznie MI się podoba.
Internety przydają się także do szlifowania języka obcego. W moim przypadku wciąż jest to angielski. Czytam sobie różne rzeczy w tym języku, np. wywiady z moimi idolami, odpalam jakieś filmiki na Jutubie i takie tam.

Internety uratowały mi życie :)

niedziela, 5 października 2014

Jestem po dwudziestce, a się nie wyszalałam


Non stop, do wyrzygu słyszy się o tym, że młodość jest od tego, by szaleć, ostro imprezować. W końcu potem będzie już za późno, bo będziemy zapierniczać w Biedrze i zaludniać kulę ziemską. A co z tymi, którzy tego nie robią?

Nie cieszą się zbytnią popularnością wśród znajomych i nie zdobywają dwustu lajków pod zdjęciami na Twarzoksiążce. Tak serio, to na pewno są uważani za dziwaków. Nawet rodzina nie jest w stanie zrozumieć, dlaczego nie chcą się bawić, a zamiast tego izolują się od ludzi. No jak tak można?

Czas spędzany w samotności (oczywiście nie do przesady) może być ciekawie wykorzystany. Można szlifować języki obce, poszerzać wiedzę z ulubionego zagadnienia czy odkryć muzykę, której nie usłyszy się w Protectorze.* No i nie ma się kaca moralnego, gdyby tak na imprezie w jakimś stopniu się nabroiło.

Moje nastoletnie lata upływały spokojnie, bez większych szaleństw. Podczas niewielu imprez, na których zdarzało mi się być, odnosiłam wrażenie jakbym była z innego świata niż reszta ludzi. Oni się upijali i palili, a ja kończyłam na jednym czy dwóch piwach. Nie mam też na koncie jakichś dziwnych zachowań po używkach. No i przeszkadzała mi zbyt głośna muzyka, przez którą nie dało się pogadać. Innymi słowy, nie wyszalałam się, ale nie żałuję, bo żadna ze mnie imprezowiczka.


*Taki klub niedaleko mojego zadupia

poniedziałek, 1 września 2014

Ciemnogród i zacofanie


Z książek czytają głównie romanse. Gust muzyczny? Eska i disco polo. Większość dnia/czasu wolnego spędzają przed telewizorem, gdzie właśnie leci jakaś brazylijska telenowela, reality show czy "Rozmowy w Tłoku". Mówienie poprawną polszczyzną jest chyba dla nich jakąś wielce trudną czynnością.
Ale to wszystko jeszcze można im wybaczyć.

Chyba uważają się za ekspertów od wszystkiego. Zawsze znają odpowiedź. Ktoś miał depresję i popełnił samobójstwo? Z pewnością za dobrze miał w życiu i brakowało mu obowiązków. Zrobiłby coś pożytecznego, to zaraz by mu przeszło. Pewnego dnia oznajmiasz, że masz inną orientację seksualną? Naczytałeś się jakichś bzdetów w Internecie czy tych swoich głupich gazetkach i za jakiś czas ci przejdzie. Słuchasz metalu i do tego ubierasz się na czarno? Pewnie jesteś jakimś satanistą. Uważasz, że jednak chodzenie do kościoła nie jest dla ciebie? Musisz być złym człowiekiem. No i nie tak cię wychowano.

Myślenie nie boli, naprawdę. Czy tak ciężko jest posiedzieć trochę w Internetach, poszukać odpowiednich książek czy też porozmawiać z kimś, kto może mieć choć odrobinę wiedzy na dany temat? A tak to dochodzi tylko do niepotrzebnych spięć albo i nawet tragedii, bo w takim wspaniałym i tolerancyjnym kraju żyjemy.

Ten post pewnie w ogóle by nie powstał, gdyby nie fakt, że ciągle mam do czynienia właśnie z takimi osobnikami. Wspomniałam chyba wcześniej, że mieszkam na wsi? Naprawdę staram się nie generalizować, ale oni po prostu stanowią uosobienie stereotypowego wieśniaka. Nawet już nie próbuję im uświadamiać, że w wielu sprawach się mylą. I tak dla nich będę gówniarą, której się totalnie w dupie poprzewracało, bo za dobrze jej...

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Ach, ta Twarzoksiążka!


Wciąga, uzależnia, robi siano z nielicznych komórek mózgowych, które nam jeszcze pozostały. Po prostu Twarzoksiążka. To ta podstępna suka sprawia, że miliony ludzi na całym świecie porzucają realne życie na kilka lub kilkanaście godzin. Cóż oni takiego fascynującego tam robią?

Wstawiają pierdyliard słitaśnych fotek swojej facjaty z lewego i prawego profilu, najlepiej w brudnym lustereczku, z dzióbkiem, w tle może być rozpiździel na podłodze, a co tam! Oczywiście zdjęcia przed wstawieniem obrabiają w Fotosklepie. Co jakiś czas dodają linki z Jedyną Słuszną Muzyką, znaną jako hity Eski. Nie znasz? Die in hell, bitch! Piszą coś o grubym sobotnim melanżu, gdzie różne ciekawe rzeczy się działy, a tak naprawdę grzali swoje szlachetne tyłki przed telewizorem podczas milionowego odcinka "Mody na Porażkę".

Twarzoksiążka to pole bitwy. Bitwy na lajki. Widzimy, że zdjęcie kogoś z naszych znajomych zebrało w godzinę dwieście kciuków w górę od swych "friendsów"? Nie będziemy gorsi. Długi czas zajmuje nam wybór najsłitaśniejszej foci, żeby tak zebrać 250 lajków. Widzimy, że wiele osób zbiera sto lajków pod zdjęciem, a u nas rekordem jest trzydzieści? Łapiemy doła i zastanawiamy się, co z nami do kurwy nędzy jest nie tak. Ból dupy, może jeszcze depresja i morze kompleksów. Co ten portal robi z ludźmi...

Może będzie to trudne do zrozumienia dla wszelakich desperatów i frustratów, ale nie wszyscy są piękni i bogaci. A nawet te ponoć idealne osobniki mają jakieś mniej lub bardziej poważne problemy, o których nie będą mogli opowiedzieć nikomu z tysiąca twarzoksiążkowych znajomych, bo nie znajdą u nich pomocy, zrozumienia . Smutne to.

czwartek, 14 sierpnia 2014

Porządki


Ostatnio ciągle sprzątam i sprzątam, a końca nie widać. Właściwie zabieram się za to od kwietnia z przerwami. Żeby była jasność, nie chodzi o takie zwyczajne porządki w stylu pozamiatania czy ułożenia czegoś od czasu do czasu. Po prostu pozbywam się wielu rzeczy zabierających mi przestrzeń życiową.

W tym domu, na tym cholernym zadupiu mieszkam już 9 lat. W owym czasie nagromadziło się tu pierdyliard rozmaitych rzeczy. Jeśli coś nie mieści się w którymś z zamieszkiwanych przez nas pomieszczeń, zaraz ląduje na górze, a konkretnie w moim niedoszłym pokoju. Jest to naprawdę irytujące. Jakby nie można było umieścić tego wszystkiego na strychu...

Najgorsze jest to, że niektóre z rzeczy darzę takim cholernym sentymentem, że ciężko jest się ich pozbyć. W końcu podczas oglądania ich nasuwają się naprawdę fajne wspomnienia z nimi związane. Jednak chyba najwyższy czas odłożyć sentymenty na bok i po prostu dorosnąć...

Jak już się z tym, chociaż po części, uporam, zabiorę się za niepotrzebne rzeczy z pokoju dzielonego z Młodą. Jak ktoś jest fanem Justina Biebera, z chęcią dam mu plakaty z podobizną owego wybitnego artysty. A może macie ochotę na płyty z Eskowymi hiciorami sprzed 8 lat? Wedle życzeń różne rzeczy się znajdą, bo czego ja tu nie mam? Połowy mózgu.