Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samotność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samotność. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 czerwca 2016

"Wiesz, mam cię w dupie"


Nawet nie trzeba słyszeć tych konkretnych słów. Da się to wyczuć. Tą cholerną, rozprzestrzeniającą się zarazę.

Zwierzasz się komuś ze swoich problemów. Zastanawiasz się, czy w ten sposób nie zjebałeś tej osobie dnia. Bo może nie ma ochoty na słuchanie twoich żali. I niestety na ogół masz rację. Usłyszysz jeszcze teksty w stylu weź się w garść, ludzie mają gorsze problemy.

Od dobrych kilku miesięcy (!) próbujesz spotkać się z bliską ci osobą. Przez ten czas piszecie sobie wiadomości na tej cholernej Twarzoksiążce. Po raz setny pojawiasz się we wcześniej ustalonym miejscu. Czekasz godzinę lub dwie jak ten debil. Po chwili, również po raz setny czytasz SMS-a o treści Sorry, nie spotkamy się dziś.

To oczywiście nie wszystko. Istnieje pierdyliard innych powodów, dla których ludzie mogą mieć cię gdzieś. Nie jesteś wiecznie #happy, nie wyglądasz #beautiful, czy jakie tam hasztagi rządzą obecnie na Instagramie. Nie lubisz hucznych imprez. Nie gadasz non stop o niczym. Masz resting bitch face...

Ludzie nie lubią słuchać o problemach. Ma być zawsze tylko miło i przyjemnie. No i najważniejsze jest to, że ich one nie dotyczą. Nie mogą jednak przewidzieć, jak będzie potem wyglądało ich życie. Ich również może dotyczyć ciężka choroba, utrata pracy, zalane mieszkanie... A już na pewno, jak każdy, kiedyś umrą. Nic dziwnego, jeśli nie pojawisz się na pogrzebie.

Twarzoksiążka.

sobota, 24 października 2015

Jestem po dwudziestce i nie mam życia


Permanentna samotność. Sytuacja, w której nikt nie chce się znaleźć. Tak, dotyczy to też skrajnych introwertyków, którzy po pewnym czasie wychodzą ze swojej pustelni. Bo jednak są jakieś granice nawet, jeśli twierdzisz, że w ogóle nie potrzebujesz ludzi.

Skończyłeś szkołę lub studia. I nagle okazuje się, że nie masz już znajomych. No, może czasem popiszesz przez chwilę z którymś z nich na Twarzoksiążce. Ale i to nie trwa wiecznie. Próbujesz umówić się na spotkanie. Okazuje się jednak, że tej osobie ciągle coś wypada. Dajesz sobie spokój. W końcu ludzie mają swoje życie, problemy, pracę, sporo nauki na studiach, być może zakładają rodziny. Potem dochodzisz do wniosku, że mają cię po prostu w dupie - jakby zależało im na kontakcie z tobą, pewnie odezwaliby się chociaż czasem pierwsi.
Z rodziną dobrze tylko na zdjęciu. Gdy próbujesz komuś z nich opowiedzieć o swoich problemach, słyszysz jakieś banalne rady typu "weź się w garść" lub "weź się za jakąś robotę, to problem zniknie".
Powiedzmy, że jeszcze się nie poddajesz. Myślisz, by skorzystać z różnych miejsc w Internetach, które podobno ułatwiają życie, także to towarzyskie. Zaczynasz więc siedzieć na różnych forach i portalach randkowych. Zakładasz też bloga. Po pewnym czasie okazuje się, że istnieją na tym świecie osoby, które cię rozumieją, bo mają lub miały podobne problemy. Całkiem możliwe, że łączy cię z kimś również gust muzyczny, czy filmowy, co wiąże się ze wspólnymi wypadami na koncerty i do kina. Jednak czar pryska, gdy okazuje się, że ten ktoś mieszka w odległości kilkuset kilometrów od ciebie.

Po iluś tam miesiącach/latach starań o posiadanie (ja pierniczę, co za słowo) chociaż jednej znajomej osoby, z którą możesz gdzieś wyjść, odpuszczasz. Zaszywasz się w domu. Wychodzisz z niego tylko wtedy, gdy jest to konieczne. Wchodzisz na Twarzoksiążkę, gdzie widzisz różne zdjęcia z imprez, czy takich zwyczajnych spotkań i zastanawiasz się, czemu też tak nie możesz. Co z tobą jest nie tak? Przez pół dnia płaczesz. Drugie pół dnia usiłujesz zagłuszyć ból używkami. Coraz częściej masz myśli samobójcze. I gdy kończysz ze sobą, nagle na Twarzoksiążce pojawiają się pytania, dlaczego. Pojawia się lawina wirtualnych zniczy. A gdzie ci ludzie, do cholery, byli wcześniej?