Zabłądziłam w internetach i to po raz, nie wiem który. Wiem, ta informacja odmieniła Wasze życie. Ale co tam, dalej drążę temat. Posiedziałam dziś dość długo na Twarzoksiążce i zapisałam się do dwóch grup przeznaczonych dla blogerów. Przy okazji dowiedziałam się o istnieniu takowej o nazwie "Obserwacja za obserwację". Pomyślałam sobie, że skądś to znam, no i faktycznie: na blogspotowych blogach komentarze o tej treści pojawiają się bardzo często. Co niektóre osobniki z chęcią biorą udział w takiej akcji. Chcą w krótkim czasie porządnie nabić sobie licznik obserwatorów. Cóż z tego, że ci obserwatorzy potem w ogóle nie będą do nich zaglądali. Liczy się sprawianie wrażenia, że jest fejm,. Ja osobiście nie mogę tego zrozumieć. Wolę mieć mniej obserwatorów, ale takich, których faktycznie będzie interesowało to, co mam do powiedzenia. Ja z kolei, gdy obserwuję jakiś blog, jestem pewna co do tego, że będę na niego często zaglądać, bo mi się zwyczajnie podoba. Nie życzę sobie takich komentarzy jak powyżej. Wkurwiają mnie.
To samo dotyczy tych o treści "fajny blog, a teraz zapraszam do mnie". Skąd wiesz, że jest fajny? Czytałeś/aś? I chcesz, bym teraz weszła na Twojego bloga? Tak, już pędzę...
Takowymi tekstami ludzie dają do zrozumienia, że w dupie mają to, co napiszemy. Nieważne, że czasem napisanie jednego posta zajmuje nam godzinę, może dwie. Won mi z tym spamem! A poza tym jeśli blog faktycznie jest dobry, to po jaką cholerę jego autor ma brać udział w takich durnych akcjach? Czytelnicy prędzej czy później się pojawią. Na wszelki wypadek powtarzam: won mi z tym spamem!
