
Kiedy to zleciało? Już w środę moje urodziny, i to dwudzieste drugie. Fajna liczba, swoją drogą. Ale czy ten dzień coś zmieni? Nie sądzę.
Jakiś czas temu pisałam tu o zmianach, jakie się we mnie dokonały. Pamiętam, jak zobaczyłam pod tamtym postem komentarz "Starzejesz się". Ok, jest to nieuniknione, zresztą nie mam już 15 lat, plakatów na ścianach, potrzeby dostosowania się do tego popierniczonego świata, a pewne rzeczy i ludzie, na których tak cholernie mi zależało, to już historia. I ta muzyka, obojętnie jaka, jakoś tak ciszej nastawiona. I nie maluję już oczu na pandę. I włosy nie przypominają mopa. Jestem również zmuszona do ogarnięcia swojego życia. Ale...
Lubię sobie posłuchać Nightwish, czy Delain. Ba, nawet Linkin Park, Evanescence, Three Days Grace, czy Halestorm. I wielu innych zespołów dla gimbusów. Czasem poodmóżdżam się, czytając Cosmopolitana, czy jakieś romanse z wampirami, choć teraz częściej sięgam po coś ambitniejszego. Wciąż mam ochotę nosić spodnie z dziurami, t - shirty z dziwnymi nadrukami, koszule w kratę, czy trampki. I nawet noszę czasem jakieś buty glanopodobne. Chciałabym jakoś bardziej poszaleć z włosami, może jakieś ombre. I marzy mi się jeszcze tatuaż. Na razie nie wspomnę, jaki, bo nie wiadomo, czy nie zmienię zdania za parę miesięcy, a to jednak ozdoba na całe życie.
To może jednak nie jestem jeszcze taka stara?
