I stało się. Dziś dołączyłam do grupy ludzi, którzy ponoć mają jakiś kryzys. Kryzys ćwierćwiecza tak zwany. Co dalej? Jak żyć? Może po swojemu? Ale co to znaczy po swojemu? Które priorytety naprawdę są nasze, a na które zaprogramowało nas społeczeństwo? Co w ogóle robić w życiu? Iść z prądem czy pod prąd? Miliony pytań, na które odpowiedzi niekoniecznie przychodzą łatwo. A może by tak to wszystko pierdolić i uciec w Bieszczady?
W moim przypadku 25 to tylko kolejna liczba. Nadal jestem w tym dziwnym wieku, kiedy to część ludzi zakłada rodziny, kolejna część wciąż imprezuje co weekend, a mi nie pasuje żadna z tych opcji. Zmarszczki w ostatnim czasie jakoś się nie pogłębiły, nie mam też siwych włosów w nadmiarze. Wyglądam najwyżej na 20 lat. Plany na przyszłość są, ale jak to w życiu bywa, niektóre nie wyjdą lub ulegną zmianie. Nie nastawiam się też na totalne przemeblowanie w głowie.
Mam 25 lat i większą samoświadomość. Cele, jakie stawia sobie większość ludzi w moim wieku, przynajmniej po części nie pokrywają się z moimi. Już tak mam. Wciąż pod prąd. Jest dobrze. I będzie lepiej.