sobota, 20 października 2018

Życie po banie



Wyobraź sobie, że jest ktoś, kto ma sporego fanpejdża na Twarzoksiążce, a znajomi ciągle udostępniają jego posty. Z początku myślisz, że są to jakieś fikcyjne przygody jakiejś nieistniejącej dziewczyny z najbliższego miasta, ale jednak nie. Ona istnieje naprawdę. I super, bo długo zastanawiałaś się nad tym, czy ktoś prócz ciebie z twoich okolic zajmuje się pisaniem czegoś. Wsiąkasz w te napisane ze sporą dozą humoru opowieści na mniej więcej rok. I chcesz więcej. A gdy autorka fanpejdża decyduje się na założenie grupy, również na Twarzoksiążce, natychmiast do niej dołączasz.

I tak sobie tam siedzisz przez półtora roku. Są tam tematy poważne i błahe. Czasem się udzielasz, a innym razem jesteś cichym obserwatorem. Nie zawsze jest tam kolorowo, ale mimo wszystko odnosisz wrażenie, że znalazłaś swoje miejsce w tych całych Internetach. Że możesz sobie przeklinać i nawet dla jaj kaleczyć polszczyznę i nikt za to nie wlepi ci bana. I ogólnie można pisać o wszystkim, wyluzować. A przynajmniej tak ci się wydaje. Ale w pewnym momencie czujesz, że to już nie jest to miejsce. I pod swoimi postami czasem otrzymujesz komentarze, które bardzo cię dotykają, bolą. Więc natychmiast kasujesz wątek.

Pewnego dnia ktoś (bo nie wszyscy są przeciwko tobie) informuje cię o tym, że... zostałaś zbanowana. Ale jak to? Co takiego zrobiłaś? Kasowałaś swoje posty. Do tamtej pory nie spodziewałaś się, że z takiego błahego powodu można wylecieć z grupy. Jakbyś była jedyną osobą, która tak robi. Bo najlepiej przyjmować krzywdzące komentarze, nieprawdaż? Chuj z twoimi uczuciami. Najlepiej dać po sobie jechać na maksa. Kto dopierdoli najbardziej, takie tam.

Parę dni później piszesz na Messengerze wiadomość z prośbą o przywrócenie na grupę. Najwyraźniej jesteś cholerną masochistką, skoro pomimo paru nieprzyjemnych sytuacji chcesz wrócić, a co najmniej kilkadziesiąt osób nie czeka na ciebie z otwartymi ramionami. Wiadomość nie spotyka się z żadnym odzewem. Długo po tej sytuacji piszesz żalposta odnośnie tej sprawy na innej, bardziej przyjaznej grupie. Okazuje się, że sporo osób stamtąd go widziało. Uznajesz, że trudno, chuj z tym.

W końcu poddajesz się. Już nie podejmujesz prób powrotu na grupę. I myślisz sobie, że trzeba było zrobić jakieś świństwo, by faktycznie zasłużyć na bana, na przykład wynosić posta poza grupę, obgadywać gdzieś jej członków... Jednak nie jesteś aż taką suką. I niektóre osoby tam naprawdę lubiłaś lub chociaż akceptowałaś.

I chyba powoli godzisz się ze swoim pierwszym w życiu banem. W końcu są inne grupy (na których widzisz czasem te fajne osoby stamtąd) czy miejsca, gdzie udzielasz się pod nickami, o których niepowołane osoby nie mają pojęcia. I przecież masz pewne sprawy do ogarnięcia, a bycie na bieżąco z życiem grupy zajmowało sporo czasu. Naprawdę istnieje życie po banie.

17 komentarzy:

  1. Z reguły wiadomo, że z grupy nie wylatuje się za nic. Może zrobiłaś coś źle czego ty nie dostrzegłaś, ale zrobili to inni?

    OdpowiedzUsuń
  2. Znając sytuację dziwię się, że nie rozumiesz skąd ten ban

    OdpowiedzUsuń
  3. Zbyt emocjonalnie i zbyt poważnie traktujesz życie w internetach. Troszkę tego nie kontrolujesz

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba za bardzo się wczuwasz w te internety...

    OdpowiedzUsuń
  5. Z doświadczenia wiem, że ,,wczuwanie się w internety" na dłuższą metę nie wychodzi na dobre. W ten sposób można zniszczyć sobie życie, ogromną część siebie i nie wrócić do końca sprzed stanu wyniszczenia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Internet to nie wszystko, trzeba zacząć żyć realnym życiem:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mimo, że internet to nie wszystko, jakbym dostała bana na IG to byłoby mi przykro, bo jednak sporo pracy wkładam w jego prowadzenie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie zniosłabym tam bana, choć nie udzielam się tak często jak większość. Ale nie przebolałabym ciekawych profili, które obserwuję.

      Usuń
  8. Hah... A ja wiem,że nie trzeba się wczuwać ani przeżywać, człowiek czasami chce posiedzieć, skorzystać z "dóbr" współczesności a potem okazuje się,że tak super nie jest :P ja się nigdy w żadnej nie odnalazłam...

    OdpowiedzUsuń
  9. Na facebooku bardzo łatwo dostać bana. Wystarczy, że ktoś Cię zgłosi i już blokada. Dawno temu zablokowali mi konto prywatne i do dziś nie mogę się na nie dostać, podobno była próba włamania. Pisałam do nich wiele razy z nowo założonego konta i nic nie wskórałam. Na stronie kiedyś też zostałam zablokowana na tydzień, innym razem miałam blokadę na wstawianie linków. Ogólnie to bardzo trudno nie mieć bana na facebooku. A co do grup... jak nie ta, to będzie inna. Grup tam jest dostatek.

    OdpowiedzUsuń
  10. Znam to uczucie. Ale jednak później coraz więcej korzyści jest z tego, że twoje życie to nie 24/7 poświęcane grupce na FB

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej.
    Co prawda nie udzielam się zbyt często na jakiś Twarzoksiążkowych grupach. Bardziej siedziałam w temacie for dyskusyjnych. Bywałam "zwykłą" userką, ale często też byłam moderatorką. I zawsze znalazł się ktoś kto będzie narzekać. Do tego przywykłam. Dziś jestem adminką własnego, małego forum. I zdaję sobie sprawę, że kiedyś znów spotkam kogoś, komu będzie za mało. Komu coś nie będzie pasowało.
    Tak to bywa. Ale zawsze sobie myślę, że ładuję własne prywatne pieniądze aby inni mieli właśnie to swoje upragnione miejsce do rozmów i wymieniania opinii. Poznawania innych ludzi. Chcę więc trochę poszanowania swojej pracy.
    Twarzoksiążka to trochę inny temat. Tam admin grupy dostaje gotowe narzędzie. Ma też łatwy dostęp do ludzi. Niestety im więcej ludzi, tym więcej nadużyć. Mniej intymności.
    Dlatego te grupy mnie zwykle odpychają.
    Wolę stworzyć nick, własną stronę i tam spotykać się z ludźmi. Jest intymniej, kameralniej. Możemy stworzyć co chcemy. Inne podejście człowieka do człowieka. Więcej wzajemnego szacunku mimo tych czasem-narzekających.

    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń