piątek, 31 lipca 2020

Nie dla terroru porządków!


Ze sto lat temu chyba byłam piękna, młoda, nastoletnia. Wówczas oprócz literatury mniej lub bardziej ambitnej czytało się te przeróżne kolorowe czasopisma, które następne pokolenia będą znały jedynie z naszych opowieści. Może to i dobrze, bo roiły się one od szkodliwych przekazów. Po dziś dzień pamiętam takie jedno zdanie: Twój pokój musi być zawsze gotowy na przyjęcie gości. What the fuck?!

Tresura od małego. Dziewczynka musi mieć zawsze porządnie wysprzątany pokój, bo inaczej wstyd, jeśli ktoś do niego zajrzy. Tu kurze niestarte, tam jakieś pajęczyny, na podłodze dwie aktualnie czytane książki, na krześle piramida z ciuchów. No jak tak można?! Jeśli natychmiast nie posprzątasz, nie będziesz mogła tego i tamtego!

Żeby to tylko pokój. Najlepiej, byśmy brały też udział w ogarnianiu na błysk całego domu w każdy weekend. Przed świętami tymi i owymi to już wręcz obowiązkowo! Inaczej nasze matki, wieczne męczennice na własne życzenie (bo nikt im przecież nie każe tak zapierdalać), nie dadzą nam żyć. Za nic nie zrozumieją, że mogą istnieć dla nas ważniejsze rzeczy niż chata wzorowo odjebana. Albo nie mamy na to teraz siły.

Potem, jako dorosłe kobiety już, nierzadko popadamy w skrajności. Bywa że stajemy się przesadnymi pedantkami, co to przeszkadza im jeden papierek na podłodze i niezapowiedzianych (podkreślam, niezapowiedzianych!) gości przepraszają za bałagan, choć właściwie go nie ma. Ewentualnie mamy naprawdę nieziemski rozpierdol i nie staramy się tego zmienić. W końcu matka już nie truje, więc niech żyje wolność i swoboda! Ale czy przypadkiem nie jest to walka z samą sobą?

W końcu wchodzimy w internety, a tam milion artykułów z poradami odnośnie sprzątania. I jeszcze takie, gdzie wymienia się zalety porządku i bałaganu. Porządek szkodzi. Bałagan szkodzi. Porządek pomaga. Bałagan pomaga. W uporządkowanej przestrzeni ma się skłonność do spełniania oczekiwań innych, a w bałaganie jest się bardziej kreatywnym, blablabla. Tyle, że znajdą się wyjątki od reguły. Świat nie jest czarno - biały, także my chyba lepiej ocenimy, jak to z nami jest.

Ostatnio dotarło do mnie, że ciężko jest gdzieś znaleźć tekst z poradami odnośnie pozbywania się poczucia winy spowodowanego bałaganem. A coś takiego właśnie byłoby potrzebne. Coś, co przerwałoby ten schemat wiecznego niewolnictwa. Myślenia, co powie ciocia Grażynka na te kilka gazet na podłodze. Chociaż z drugiej strony, być może ta wieloletnia tresura weszła za mocno i ciężko będzie to ogarnąć.

Pisząc ten tekst, mam bałagan stulecia, choć osobiście wolę coś pomiędzy sterylną czystością a stanem, kiedy z pokoju wyjść się nie da. I tak w dalszym ciągu powiecie, że jeszcze brakuje, by ktoś tu nasrał :D Oprócz słów niezadowolenia zdarzało mi się słyszeć, że to typowe dla twórców. Sęk w tym, że ze mnie to bardziej tfu!rca jest!




11 komentarzy:

  1. To raczej od charakteru zależy, albo sprzątasz, bo masz na to ochotę i lubisz żyć w porządku, albo masz to gdzieś, bo nie przywiązujesz wagi do wyglądu domu. Gorszą sytuacją jest bunt i specjalne robienie wszystkiego na opak. W tym nie ma żadnych pozytywów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też, niemniej powiedziałabym, że przekazy z domu rodzinnego również robią swoje.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Einstein powiedział "Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko?" Podobno był strasznym bałaganiarzem 🙂 pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Wydaje mi się, że to raczej kwestia charakteru i tego, jak czujemy się dobrze, niż - jak to nazwałaś - tresury. Ja z bałaganiarstwa wyrosłam gdzieś na początku gimnazjum. Teraz w moim pokoju musi być wszystko poukładane na zewnątrz, chociaż sprzątanie w szafkach to zupełnie inna bajka. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Najważniejsze dotrzeć do źródła problemu, a ty już załapałaś. Program rodzinny. Jeszcze kilka pytań: czemu mama tak robiła, czemu tak bardzo liczyła się dla niej opinia innych ludzi...A potem próbujesz: bałagan, jak się z nim czuję, sprzątanie co tydzień, czy mi z nim dobrze, czy poczucie winy wraca, a może ono coś ukrywa, coś jest głębiej....? Rzadko kto zadaje sobie takie pytania, ale zdaje się, że idziesz tą drogą ;)
    I powiem jeszcze tak, bo tam wyżej Ania napisała, że bunt to nie jest dobra droga...JEST dobra, bunt jest uwolnieniem złości, nadaje kierunek zmianom, a każda zmiana, to nasz zysk, nawet te niby na gorsze. Ja olewam sprzątanie, sprzątam jak mi się chce.

    OdpowiedzUsuń
  6. Według standardów społecznych jestem dość słabą kobietką, ale przynajmniej jestem sobą. I dobrze! :)
    Odnajduję się w tym swoim chaosie, a chaos we mnie. Piękna symbioza.
    Czasem bardziej ogarnięty, czasem nie...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja w kwestii porządku preferuję lekki "artystyczny nieład", skrajności w każdą stronę odstraszają.
    Byłam wychowana przez tatę i nigdy nie czułam presji, żeby być "perfekcyjną panią domu" w żadnym względzie. Za to jestem naprawdę wdzięczna.

    OdpowiedzUsuń
  8. Sterylna czystość to dla mnie duża przesada, w końcu dom to nie muzeum, jak mawia moja koleżanka, ale generalnie lubię mieć porządek w domu. Sprzątać też w sumie lubię, traktuję to trochę jak substytut aerobiku, czy czegoś takiego, kiedy w głowie nie muszę mieć niczego konkretnego, tak sobie tylko macham mopem. Najważniejsze chyba, żeby w swojej przestrzeni czuć się dobrze i dać żyć innym.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bałaganiarze nic w życiu nie osiągają. Wiecznie są niedologowani.

    OdpowiedzUsuń
  10. A u mnie jest kontrolowany porządek :) a wynika to z mojego charakteru, który jest mieszanką melancholika który ma porządek w papierach i w segregatorze wszystko poukładane datami a sangwinika który a to łóżka nie pościeli a to ma ubranie na wierzchu.

    OdpowiedzUsuń