Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 października 2025

Jesieniara

 No i przyszła jesień. Ten czas w roku, kiedy to nie musimy już przepraszać świata za to, że nasze życie nie ocieka zajebistością, tzn. bez zaliczonego pierdyliarda nowych miejsc i bez nietuzinkowych aktywności, którymi fajnie byłoby się wszem i wobec pochwalić. No dobra, tak naprawdę nikt nie wymaga od nas przeprosin, ale social media ryjące banię i samoocenę są faktem. Ja tam za swoje zwykłe życie przepraszać nie będę, a nawet pozwalam sobie czasem na mniejszą bytność w soszjalach, a co! 




Ze wszystkich pór roku to jesień jest tą porą najmojszą. Wtedy najchętniej chce mi się coś robić. Taki tam spacer wśród pięknych liści na przykład. Zapomnę włączyć krokomierz? No i co z tego. Jeszcze tak stara nie jestem, by nie pamiętać, że ruszyłam dupę, zrobiłam parę kilometrów. 

Ponadto pozbyłam się sporej ilości włosów u lokalnej fryzjerki, odwiedziłam po długiej przerwie ulubioną kawiarnię, a także niemniej ukochany park (w najcieplejszy październikowy dzień oczywiście), porobiłam trochę jesiennych fotek już moim mocno sędziwym telefonem... A że na nowo piździ i leje, może by tak też dać znak życia tutaj? 

Myślałam, że mało kogo już ten blog interesuje, ale ostatnio zauważyłam zadziwiająco dużą ilość wejść jak na tak długą nieobecność. Nie wiem, komu chciało się tracić czas na moje stare żenujące posty, ale niech już sobie ma tę rozrywkę. 

A na razie kontynuuję celebrację mojej ulubionej pory roku, choć bez kubka w liściowe wzory, bo wolę te prawdziwe liście. 

Ale zmianę czasu mogliby w końcu łaskawie znieść. 







środa, 17 listopada 2021

Uroki późnej jesieni


Takie obrazki w rodzaju tego powyżej należą na razie do przeszłości. Do tego zimno, powietrze wręcz mroźne, zmagania z mgłą (czy też jej ostrym cieniem, jak kto woli) i utratą głosu, rower w garażu na parę miesięcy i tryb życia przełączony na "wychodzę, kiedy muszę". A gdy wyjątkowo nie muszę, jest kocyk, herbatka, książka, social media i na co tam jeszcze sobie pozwolę. Można na przykład jeszcze odświeżyć blogaska. 

Ostatnio pewne okoliczności życiowe zmusiły mnie do przejechania się emzetką właściwie na koniec Piotrkowa, do OBI. Przed wejściem stało kilka choinek, a nawet nie było jeszcze połowy listopada, a co tu mówić o grudniu. Choć to jeszcze nic, bo w takim Kiku ozdoby świąteczne były już chyba w sierpniu. I jeszcze przedwczesne wzniecanie tu i ówdzie świątecznej atmosfery piosenką Last Christmas, która z wesołymi świętami ma tyle wspólnego, co ja z rodziną królewską. 

Ale spokojnie, na co dzień mam wyjebane na to całe przedwczesne szaleństwo. Zapewne w jakimś stopniu pomaga mi w tym fakt, że w domowym zaciszu nie słucham radia, ani nie oglądam telewizji. Także nie słyszę pińcet razy o niskich cenach w Media Expert. 

I naprawdę nie muszę czekać na święta z porządkami, już mam posprzątane. Wyłącznie dla własnego komfortu oczywiście. 

I jeszcze wspaniałe jest to, że gdy jednak nawet i w takie zimno zechce mi się wybrać do parku, będzie cudownie, bo będzie mało ludzi, w tym na bank odpadnie jakaś część gimbusów puszczających ze smartfonów hity Ekipy, czy kto tam teraz jest na topie. 

Dobra, co tu mówić, i tak lubię późną jesień. 



środa, 19 września 2018

Trochę przemyśleń o jesieni



Jesień. No kto by pomyślał, że się zbliża? Przecież pogodę mamy typowo letnią. I wiecie, co? Przed nami jeszcze wiele ciepłych dni. Niepotrzebnie więc ostatnio wygrzebałam szaliki i rękawiczki z dna szafy. Jeszcze długo nie będą mi one potrzebnie. Porównuję tę jesień z jesienią 2016 - oj, było trochę zimno. Marzłam tamtego października podczas zwiedzania Krakowa i potem czekania na koncert Delain w tym mieście. I padało.

W moim prywatnym języku nie istnieje taki termin jak jesienna melancholia. Melancholijna jestem z natury i wszelkie rozkminy dotyczące sensu życia dopadają mnie dość często. Po co? Na co? Nie wiem, ale tak po prostu jest. To samo z depresją sezonową. U mnie nie jest sezonowa. Jest stała. Ostatnio znów próbuję terapii i leków. Nie wiem, czy kiedykolwiek ten stan się zmieni, ale próbuję jakoś poukładać swoje wnętrze.

Lubię kolorowe liście, swetry (w moim przypadku luźne, dwa rozmiary za duże), brak upałów, ciepłą herbatę, siedzenie pod kocem z książką i takie tam. Może więc ta jesień będzie fajna?