Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmiany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmiany. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Co nowego na blogu? #2



Tak, po raz kolejny coś zmieniam i o tym piszę. Dlaczego? A dlaczego nie? Takie teksty też są potrzebne. Najciekawsze, że zmiany tutaj dzieją się niemal równocześnie z tymi w moim życiu. Przypadek? Nie wiem. Dobra, przejdźmy do tego, co faktycznie chcę dziś przekazać.

Na pewno większość z Was zauważyła pod tekstami zainstalowany przeze mnie przed kilkoma dniami gadżet o nazwie Linkwithin. I to jest trochę śmiechowa sprawa, bo niby ma Wam polecać teksty podobne do aktualnego lub wcześniejszych, ale najczęściej odsyła Was do tych prehistorycznych, niekiedy z lekka żenujących z 2014 roku. Możecie się więc przekonać, czy w mojej pisaninie nastąpił jakiś progres, czy jednak bardziej regres :D

Ostatnio zabieram się do ponownego edytowania strony O mnie. Niby wszystko jest ładnie, zgrabnie sklecone, jednak odnoszę wrażenie, że mogłabym coś jeszcze dopisać. Pewnie jeszcze przez wiele dni będę coś dopisywać/usuwać, aż w końcu faktycznie będę zadowolona. Standard.

I ostatnie, najważniejsze - w końcu nabieram więcej odwagi do pisania na takie tematy, jakie już dawno chciałam poruszyć. Ostatni tekst jest tego przykładem. I pomimo wcześniejszych obaw został on naprawdę dobrze przyjęty. Może z innymi też tak będzie? Czas pokaże.

czwartek, 15 marca 2018

Po ciemnej stronie



To była tylko kwestia czasu, aż wprowadzę tu jakieś zmiany. Zmiany czasem są potrzebne, chociażby dla własnego komfortu. A dotychczasowa nazwa bloga mnie uwierała, już od jakiegoś czasu nie była TĄ. Bo wcale nie mam potrzeby udowadniania za wszelką cenę, jaki ten blog nie jest inny i jak bardzo mam gdzieś zasady rządzące współczesną blogosferą, bo to i tak widać. I tak, ta nazwa w dużej mierze przyciągnęła tutaj co najmniej część osób na bieżąco tu zaglądających (bo mocna, bo łatwa do zapamiętania), ale co z tego? Obecna nie jest jakoś szczególnie odkrywcza, ale na razie zostanie.

Druga sprawa? Zmieniłam również adres bloga i fanpejdża oraz nazwę tego ostatniego (no, jeśli Cukierberg uzna, że jest git, wtedy będzie zmieniona w ciągu trzech dni, wtf?). Nie zamierzam bowiem przepraszać za słowa, które tu zamieszczam, a które niekoniecznie podobają się rodzinie lub znajomym. Popełniłam spory błąd, pozwalając na to, by ludzie poprzez mój prywatny profil na Facebooku dostali się na fanpejdża. Bo myślałam, że czemu nie? Skoro i tak wcześniej przez moją nieuwagę o blogu dowiedziało się więcej osób. Myślałam, że udowodnię, jakiego to nie mam dystansu do sprawy. I że w końcu faktycznie go nabiorę. I to był jeden wielki bullshit. I wiecie, co jest zabawne? Że większość rodziny o blogu nie miała pojęcia, choć odnośnik do fanpejdża wisiał na profilu od blisko trzech (!) lat. Aż w końcu ktoś doniósł jednej z tych osób o jednym mocnym wpisie i wybuchła afera. Szkoda, że owa donosicielka nie napisała najpierw do mnie.

Ale pieprzyć to, zaczynam od nowa z czystą kartą. Właśnie przeszliście na ciemną stronę bloga. Nazwa adekwatna i do wyglądu, i do tego, co niedawno się działo. Mam nadzieję, że w dalszym ciągu przyjemnie spędzicie tu czas i inne takie ograne frazesy.

Twarzoksiążka.

niedziela, 7 czerwca 2015

Może jakieś zmiany?


Jak widzicie, wróciłam na bloga. Nie wiem, po raz który już to piszę i pewnie macie dość. Tak czy owak uznałam, że w końcu muszą nastąpić jakieś zmiany, bo inaczej idzie ześwirować. To typowe dla introwertyka, prawda?

Zaczęłam od porządków na głowie, tzn. przefarbowałam włosy, które na chwilę obecną wyglądają mniej więcej tak:



Wiadomo, to tylko szamponetki trzymające się parę tygodni, ale co tam. Nie zamierzam wykańczać włosów, bo szkoda by było znacznie je skracać.

Normalnie odkryłam Amerykę twierdząc, że za mało śpię, przez co codziennie chodzę jak zombie, nic mi się nie chce, nie myślę. Czas to zmienić. Może wtedy po powrocie z pracy nie będę od razu zasypiała i znajdę czas na chociaż część z tych rzeczy, które sprawiają mi radość. W przeciwieństwie do wspomnianej pracy, no właściwie stażu.

Za dużo siedzę w Internetach. To musi się zmienić. W weekendy można zrobić tyle pożytecznych rzeczy, a tak szybko mijają. A gdzie je spędziłam? No na Instagramie!

A, i jeszcze zapomniałam o książkach, które czekają na przeczytanie. A konkretnie 15 sztuk! Chyba powoli się uwsteczniam i będę godnie reprezentowała nasz kochany ciemnogród...

O ile starczy mi czasu, przejrzę zaraz kilka blogów.

środa, 26 listopada 2014

Zmiany


Przesadziłam. Dość już tego opierniczania się. Zamierzam stworzyć plan działania i realizować go. Gdy w ciągu danego dnia zrobię to, co należy, przyjdzie czas na leniuchowanie.

Mam całkiem niezapisany zeszyt. Nie wiedziałam, co z nim zrobić, ale niedawno mnie olśniło. Przecież mogę tam napisać listę rzeczy do zrobienia. I oczywiście po jakimś czasie skreślać to, z czym się uporałam.

Przez najbliższe kilka dni zamierzam odpocząć od ludzi. Na razie zawiadomiłam o tym na Twarzoksiążce takiego jednego, co dobija się do mnie kilka razy dziennie (i chyba mnie podrywa). Raczej zrozumiał. Nie ma nic bardziej wkurwiającego niż migająca wciąż na zielono dioda, podczas gdy na przykład sprzątam. Nie da się jej wyłączyć, choć teoretycznie taka opcja istnieje. No ale tylko teoretycznie.

Przydałoby się również ograniczenie czasu spędzonego w Internetach. Naprawdę to, co wypisują na Bezużytecznej nie jest mi potrzebne do życia. To samo tyczy się również oglądania pierdyliarda zdjęć na Instagramie, czy zadawania wujkowi Google pytań, na które nikt nie zna odpowiedzi. I generalnie wielu innych rzeczy. Oczywiście nie zamierzam zniknąć z blogosfery, tym bardziej, że ostatnio coś wena mnie nie opuszcza. I dalej będę odwiedzać Wasze blogi.

Spróbuję jutro wstać przynajmniej godzinę wcześniej i zacząć działać. Bez żadnych cholernych wymówek, że od jutra. Bo potem będę to odkładać w nieskończoność i ani się obejrzę, a miną lata bezsensownego siedzenia na dupie i moje życie będzie bez sensu. A przecież tak nie musi być, prawda?