No i przyszła jesień. Ten czas w roku, kiedy to nie musimy już przepraszać świata za to, że nasze życie nie ocieka zajebistością, tzn. bez zaliczonego pierdyliarda nowych miejsc i bez nietuzinkowych aktywności, którymi fajnie byłoby się wszem i wobec pochwalić. No dobra, tak naprawdę nikt nie wymaga od nas przeprosin, ale social media ryjące banię i samoocenę są faktem. Ja tam za swoje zwykłe życie przepraszać nie będę, a nawet pozwalam sobie czasem na mniejszą bytność w soszjalach, a co!
poniedziałek, 27 października 2025
Jesieniara
czwartek, 28 listopada 2024
Czy ktoś jeszcze czyta blogi?
sobota, 13 stycznia 2024
2023 - podsumowanie
Jest prawie połowa stycznia, a ja dopiero zabieram się za podsumowanie roku. Czy mnie pojebało? Być może. Inna sprawa, że pewnie wielu z Was nie spodziewało się, że jeszcze kiedykolwiek tu zawitam. Też się przez dłuższy czas nie spodziewałam, szczerze mówiąc. No to jaki był ten mój 2023?
Powitałam trójkę z przodu i tragedia się nie stała. Nie mam więcej zmarszczek, niż wcześniej, a plecy również nie bolą mnie tak często, jak to głoszą memy. Oby to ostatnie trwało jak najdłużej!
Byłam częściej w Łodzi w porównaniu do lat poprzednich. Było szlajanie się w poszukiwaniu kolejnych murali, czy odwiedzenie ZOO i Orientarium. Inna sprawa, że ani na chwilę nie przekroczyłam nawet granic swojego województwa, co dawno mi się nie zdarzało. Bywa.
Chciałam wrócić do jeżdżenia na koncerty, bo kilka mnie interesowało, ale koniec końców wylądowałam tylko na jednym. Niemniej Łydka Grubasa dała czadu w mojej rodzinnej Rozprzy.
Przeczytałam 39 książek. Ale z nikim się nie ścigam przecież.
Co jakiś czas cięłam i rozjaśniałam włosy, ale do szalonych kolorów póki co nie wróciłam.
Tradycyjnie pozbyłam się miliona zbędnych rzeczy, być może najwięcej w życiu, niemniej ciężko nazwać mnie minimalistką.
Raz w zdrapce wygrałam niewyobrażalną fortunę, za którą ułożę sobie życie. Stówę.
Przez długie miesiące zastanawiałam się, czy jeszcze w ogóle potrzebuję bloga. Chyba tak.
niedziela, 12 marca 2023
Kiedyś to była młodzież...
sobota, 28 stycznia 2023
#30
Przez długi czas byłam przekonana, że nie dożyję tego wieku. A jednak jestem. Dobrze to, czy źle? Czas pokaże. W każdym razie, moje samopoczucie jest dziś względnie dobre. A bywało gorzej.
Mówi się, że ten wiek jest przełomowy. Że jeśli nie osiągniesz nic do tego czasu, to już się to nie zmieni. Ty przegrywie! A tak naprawdę niejedna osoba na świecie udowodniła, że to pierdolenie jest. I nie każdemu też zależy na byciu sławnym, czy bogatym. Dobrze jest sobie stawiać choć małe cele, gdy coś nam w życiu wadzi, ale to mają być NASZE cele, a nie babci, wujka Janusza, czy jakiejś dziuni z Instagrama.
Mówi się też, że ten wiek jest ostatnim dzwonkiem na staranie się o dziecko. Kolejny bullshit, bo i trochę starsze kobiety często rodzą zdrowe. Zresztą, z obecnym stanem mojej wiedzy o sobie, życiu i polskiej chujni cieszę się, że matką nie zostałam. Byłby to naprawdę popierdolony pomysł, i to nawet gdyby warunki materialne były na dobrym poziomie. Nie przekazując kiepskich wzorców, które miałam nieszczęście otrzymać, czynię dobro na rzecz zdrowia psychicznego Cebulandii.
Wiem już z całą pewnością, że nie jestem nieśmiertelna, w związku z czym muszę bardziej dbać o swoje szeroko rozumiane zdrowie. Wciąż nie jestem codzienną bywalczynią wszelkich przychodni, ale to może się niebawem zmienić.
Wciąż bawi mnie, że ludzie dają mi często mniej lat, niż faktycznie mam. Patrząc w lustro, jak najbardziej widzę swoje lata i nie robię z tego tragedii.
No, to obym jeszcze trochę pożyła, bo mam o czym mówić, czy tam pisać.
sobota, 31 grudnia 2022
2022 - podsumowanie
czwartek, 10 listopada 2022
Powrót na stare śmieci
Od czego by tu zacząć po tak długiej przerwie? Czy ktoś w ogóle tu jeszcze zagląda? Choć na ostatnie pytanie mogę odpowiedzieć twierdząco: dziwne hasła wpisywane w Google mówią same za siebie. Wygląda na to, że wracam. No to witajcie. Jak tam żyćko?
Czy mam w ogóle po co wracać? W końcu stara ekipa blogowych ziomków przesiaduje głównie na Instagramie (ja też, żeby nie było), nieliczni również na TikToku (choć to ostatnie medium lubią jednak bardziej ludzie tak z kilkanaście lat od nas młodsi). Nie myślę, że któraś z tych osób również na nowo opublikuje coś na Blogspocie i w sumie się im nie dziwię, skoro większa szansa na interakcje jest na soszjalach właśnie.
Jednak na Blogspocie nikt nie usunie mi posta (przynajmniej tak było przez wszystkie lata mojego przesiadywania tutaj), czy nie da shadowbana (tę ostatnią sytuację zaliczyłam na Instagramie parę miesięcy temu, choć nie złamałam regulaminu) ot tak, przez jakąś pierdołę, algorytmy itp. Także jest to bezpieczniejsza opcja, by pisać o czym dusza zapragnie. Oczywiście zero tolerancji dla treści homofobicznych, rasistowskich i innych zjebanych, o ile faktycznie takimi są, a nie że spadnie grupa rowerowa xD
Już dawno zbierałam się, by coś tu naskrobać, jednak stwierdziłam, że to i tamto się pewnie nie nadaje. Chociaż czy rzeczywiście? Zresztą, i tak nigdy nie waliły tu dzikie tłumy, więc może by tak to olać i po prostu robić swoje? Tak właśnie zamierzam.
niedziela, 3 kwietnia 2022
Przegryw na Instagramie
Budzisz się rano lub kiedy tam musisz. Jak każdego innego dnia, od razu chwytasz za smartfona i sprawdzasz, co tam u ludzi na Instagramie. Znów łapiesz doła. Ale z ciebie przegryw!
sobota, 29 stycznia 2022
#29
Ostatnie urodziny z dwójką z przodu. Trochę mi z tym dziwnie, ale z drugiej strony ten wiek nie musi oznaczać końca świata. Zmarszczki nie pogłębiły mi się aż tak bardzo od poprzednich urodzin. Ból pleców jeszcze nie daje się codziennie we znaki. Nadal żyję jakoś tam.
W dalszym ciągu nie zamierzam, przynajmniej w pewnym stopniu, podejmować takich samych wyborów jak większość ludzi w moim jakże sędziwym wieku, ale wcale nie uważam, bym była przez to lepsza. Gorsza też nie. Żyjmy i dajmy żyć innym, o ile ich czyny nie krzywdzą nas, czy kraju, w którym żyjemy.
Na pewno nie jestem za stara na różowe włosy, czy sukienkę w tęczę i jednorożce. Może nigdy nie będę, kto wie. W ogóle zadziwia mnie moja chęć do eksperymentów z wyglądem z jednoczesną niechęcią do zwracania na siebie uwagi na codzień :D
W porównaniu do poprzednich lat, w większym stopniu jestem, niż posiadam, ale jednocześnie nie określiłabym siebie mianem minimalistki. Rozpierdol w pokoju jest tylko odrobinę mniej patologiczny.
Zwracam większą uwagę na swoje zdrowie, bo w końcu dociera do mnie upływ lat. Ale też bez przesady, nie odwiedzam codziennie przychodni. Jeszcze.
Coraz mniej etykietek używam odnośnie swojej osoby. Po prostu jestem.
czwartek, 13 stycznia 2022
2021 - podsumowanie
wtorek, 21 grudnia 2021
Magia świątecznego zapierdolu
środa, 17 listopada 2021
Uroki późnej jesieni
Takie obrazki w rodzaju tego powyżej należą na razie do przeszłości. Do tego zimno, powietrze wręcz mroźne, zmagania z mgłą (czy też jej ostrym cieniem, jak kto woli) i utratą głosu, rower w garażu na parę miesięcy i tryb życia przełączony na "wychodzę, kiedy muszę". A gdy wyjątkowo nie muszę, jest kocyk, herbatka, książka, social media i na co tam jeszcze sobie pozwolę. Można na przykład jeszcze odświeżyć blogaska.
Ostatnio pewne okoliczności życiowe zmusiły mnie do przejechania się emzetką właściwie na koniec Piotrkowa, do OBI. Przed wejściem stało kilka choinek, a nawet nie było jeszcze połowy listopada, a co tu mówić o grudniu. Choć to jeszcze nic, bo w takim Kiku ozdoby świąteczne były już chyba w sierpniu. I jeszcze przedwczesne wzniecanie tu i ówdzie świątecznej atmosfery piosenką Last Christmas, która z wesołymi świętami ma tyle wspólnego, co ja z rodziną królewską.
Ale spokojnie, na co dzień mam wyjebane na to całe przedwczesne szaleństwo. Zapewne w jakimś stopniu pomaga mi w tym fakt, że w domowym zaciszu nie słucham radia, ani nie oglądam telewizji. Także nie słyszę pińcet razy o niskich cenach w Media Expert.
I naprawdę nie muszę czekać na święta z porządkami, już mam posprzątane. Wyłącznie dla własnego komfortu oczywiście.
I jeszcze wspaniałe jest to, że gdy jednak nawet i w takie zimno zechce mi się wybrać do parku, będzie cudownie, bo będzie mało ludzi, w tym na bank odpadnie jakaś część gimbusów puszczających ze smartfonów hity Ekipy, czy kto tam teraz jest na topie.
Dobra, co tu mówić, i tak lubię późną jesień.
niedziela, 10 października 2021
Upadek wartości w social mediach
Pochylmy się dziś nad obrazkiem, który, jak to się mówi, już z milion razy okrążył internety i został przeruchany bardziej niż niejedna gwiazda porno (z całym szacunkiem do gwiazd porno!).
niedziela, 4 lipca 2021
Inność na wsi. Co ludzie powiedzą?
Jak powszechnie wiadomo, mieszkam na zadupiu. Przy czym nie jest to taka miejscowość, która równie dobrze mogłaby być małym miasteczkiem, a prawdziwie wsiowa wieś. Taka na może dwieście mieszkańców, gdzie przestrzeganie pewnych zwyczajów, tradycji, norm czy jak tam zwał wciąż ma się całkiem dobrze. Nie oznacza to jednak, że istnieje obowiązek życia według nich.
niedziela, 25 kwietnia 2021
Nastolatki chcą być influencerkami
środa, 24 lutego 2021
Żyć i dać żyć innym?
Być może jest tak, że niektórzy lubią być prowadzeni za rączkę. To takie znajome. W końcu w dzieciństwie (a nawet i później) stale słyszeliśmy od rodziców, co wolno, a czego nie. Nie możesz się przyjaźnić z Karoliną z IIIc, bo ta pali i przeklina. Nie możesz wyjść w tej bluzce do szkoły. Siedź prosto. Nie czytaj różowych stron z Bravo. Z seksem zaczekaj do ślubu. Blablabla.Wiecznie na uwięzi.
W pewnym momencie być może przestaje się to zauważać. I potem wybieramy rząd, który mocno wpieprza się w życie obywateli. A nawet jeśli nie, to sami uważamy, że mamy obowiązek mówienia innym, co mają ze sobą zrobić. Bo nasz sposób na życie jest przecież tym najwłaściwszym. Taa, nasz...
A może bliżej prawdy jest to, że jesteśmy mocno niezadowoleni ze swojego życia i stąd to wszystko? Przecież nikt nie może mieć lepiej, więc będziemy karmić innych trucizną. I to nie tyczy się tylko najbliższych krewnych, ale też na przykład przyjaciół, współpracowników. Ba, nawet przypadkowemu przechodniowi mijanemu na ulicy niejeden z nas wytknie, że ta fryzura to była modna z 10 lat temu, a teraz to wieś.
Zaraz ktoś się zapyta, po co tak generalizuję. A czy nie jest tak, że siedzimy w tym wszyscy? Tak, wszyscy. Nawet ci bardziej postępowi, oczytani, pro choice (czy też za takowych się uważający) i tak dalej. Wręcz odnoszę wrażenie, że to się dzieje jakoś tak automatycznie, poza nami. A może to tylko taka wymówka i w rzeczywistości da się to okiełznać?
sobota, 30 stycznia 2021
#28
sobota, 16 stycznia 2021
2020 - podsumowanie
Ach, co to był za rok! Rok, który najlepiej będzie zapomnieć i spuścić w kiblu. Rok trudny, ale może uda się też trochę pozytywów z niego wyłuskać jakimś cudem. Z pewnością nie jestem w tym myśleniu odosobniona. No to jaki był ten mój ZOZO?
27. urodziny normalnie spędziłam w rodzinnym gronie, bo jeszcze nie było czegoś takiego jak lockdown i w ogóle koronawirus nie wydawał się być jeszcze aż tak poważnym problemem.
Choć wieść o wiosennym lockdownie przyjęłam dobrze, ostatecznie już po kilkunastu dniach miałam go dość (powiedziała introwertyczka). W dodatku nie spędziłam tego okresu tak produktywnie, jak zamierzałam.
Napisałam najmniej tekstów w całej historii bloga. I tylko z tego jestem w miarę zadowolona.
Byłam zaledwie 2 razy w Łodzi, choć daleko nie mam i w ogóle nie opuściłam nawet na chwilę swojego województwa.
Co parę miesięcy moje włosy robiły się krótsze i w dodatku w przeróżnych dziwnych kolorach. I nie zanosi się, bym w najbliższym czasie miała z tym skończyć. Hasztag #alternatywka :D
Wyjątkowo mało udzielałam się w social mediach w porównaniu z wcześniejszymi latami. I tak jednak często byłam przebodźcowana obserwując, co wrzucają inni.
Pozbywałam się większej ilości rzeczy, niż kupowałam. Bardziej skupiłam się na tym, czego naprawdę potrzebuję. Robiłam również czystki w plikach na telefonie i kontach obserwowanych na Instagramie. Ogółem polecam!
Przeczytałam zaledwie kilka książek, z czego zdecydowanie nie jestem zadowolona.
Nie byłam na jesiennych protestach, choć wyrażałam na to chęć. Ale cóż, nie wszystko da się przeskoczyć. I w internetach też można ***** ***.
Święta Bożego Narodzenia, w porównaniu z Wielkanocą, spędziłam z rodziną i było jak zwykle w porządku.
Żadnych postanowień na 2021 nie robiłam, bo na co mi to. Niech po prostu wróci normalność. I tyle.
wtorek, 29 grudnia 2020
Drugi lockdown. Jak żyć?
Czy znów zamkną nas w domach? To pytanie od jakiegoś czasu zarówno mi, jak i wielu innym osobom nie dawało spokoju. Aż któregoś dnia zdecydowałam się zadać podobne na Instagramie. Choć moje zasięgi tamże są jakie są (no nie umiem w autopromocję), jakimś cudem odezwało się wówczas te kilkadziesiąt osób. Zdania były podzielone, ale z minimalną przewagą NIE. I ma to sens zważywszy na gospodarkę w ruinie. Z drugiej jednak strony poczynania miłościwie (huehue) panującego nam rządu są często nie tylko wbrew logice, ale i rozumowi i godności człowieka.
Właściwie mamy teraz niemalże powrót do tego, co było wcześniej. Dobra, wyjść z domów jeszcze możemy. Sklepy w galeriach znów są otwarte, co by Janusze z Grażynami mogli nakupić milion niepotrzebnych rzeczy. I łaskawie nie zamknięto nam tym razem terenów zielonych. Mało kto korzysta z możliwości chodzenia tamże w obecną pogodę, ale ja jak najbardziej.
Zbliżają się święta. A czy w ogóle będą jakieś święta? Może właśnie wtedy nas pozamykają? Ale na razie jak co roku, wszędzie leci Last Christmas i inne takie. Ludzie wciąż kupują prezenty dla bliskich jakby nigdy nic. I przystrajają wnętrza domów kiczowatymi ozdobami. I mają do tego prawo. Już Wielkanocy w tym roku nie było, co dla przynajmniej części mieszkańców naszego smutnego kraju było nie do zniesienia.
Znajdą się jednak i tacy, którzy cieszyliby się z odwołanych świąt. Bo nie są tacy, jak rodzina by chciała i daje ona im to do zrozumienia m. in. w czasie składania życzeń. Bo jak to tak można być lewakiem/kochać kogoś tej samej płci/farbować włosy na turkusowo/nie jeść mięsa. Obyś zmądrzał i wrócił na właściwą drogę! Oczywiście nie u każdego tak jest, ale niejedną taką historię gdzieś słyszeliśmy.
Inni, jak na przykład ja, nienawidzą tej krzątaniny, tego przymusu przedświątecznego zapierdalania. Jakby w inny dzień już się, kurwa, nie dało domu czy tam mieszkania na błysk odpicować. A nawet jeśli rząd odwoła i te święta, i tak nie uniknie się pretensji, bo śmiało się przez chwilę poleżeć. Ot tak. Bo tak się utarło. Bo wszyscy sprzątają. A może wcale nie wszyscy? I czy na pewno od tego są święta?
Przyjmijmy, że jednak łaskawie zamkną nas trochę później. Jak to przeżyjemy?
Być może znów będziemy snuć plany na dobre (przynajmniej według nas) zagospodarowanie tego czasu. A gdy nas na nowo z domów wypuszczą, pochwalimy się w mediach społecznościowych tym, co nam się udało, co tam osiągnęliśmy. Bo bez tego dziś ponoć nie istniejemy. I nie ma właściwie w tym nic złego (sama zresztą czasem pogratuluję komuś sukcesu pod postem na Fejsie/Instagramie dotyczącym tegoż), ale widzę też drugą stronę medalu.
Wielu z nas czuje presję na bycie w cholerę produktywnymi, a teraz to już szczególnie, skoro spędzamy w domach więcej czasu, a tym samym i przed ekranami komputerów czy smartfonów. Tak więc wchodzimy w te Internety i widzimy ludzi, którzy coś ze swoim życiem robią, i to oczywiście więcej od nas. Czy to w porządku, że się robi mniej? Ależ jak najbardziej, powiedziałabym. Już wystarczająco nam ten rok dowalił, więc po co jeszcze bardziej się katować? Może to nie ten czas na podbijanie świata po prostu.
Koniec końców, świąt nam tak do końca nie odwołano, ale tak miało za to stać się z Sylwestrem. Jednak i to wydaje się już być nieaktualne. Sama szczególnie imprezowa nie jestem, ale rozumiem potrzebę co niektórych, by wypić za 2021 rok w nadziei, że ten już nie okaże się tak chujowy. I oby faktycznie nie był!
czwartek, 5 listopada 2020
Czy jesteś przegrywem życiowym?
Dawniej odnośnie przegranego życia słyszałam o osobach w co najmniej średnim wieku. Dajmy na to, ktoś ostro harował, by jego dziecko miało te same modne i wypasione rzeczy, co jego rówieśnicy. Wiązało się to z ciągłymi nieobecnościami w domu. Teraz to dziecko nie chce go znać. Albo kogoś innego przerosła sytuacja, w której się znalazł. W rezultacie zaczął pić i po jakimś czasie stał się bezdomny.
W którymś momencie dowiedziałam się, że za przegrywów uważają się również ludzie znacznie młodsi. Oczywiście zaraz znalazł się ktoś uważający, że w dupie im się poprzewracało. Przed nimi w końcu całe życie, więc nie mają prawa tak twierdzić, czy to mają lat 15, czy nawet 30. Ale czy na pewno?
Wszystkim przecież życie rozdaje po równo, czyż nie?
Jeśli cofniemy się wstecz, do czasów szkolnych, na pewno przypomnimy sobie o kimś, kogo nie było na żadnej lub prawie żadnej wycieczce. Do tego noszone przez niego ciuchy w stanie gorszym niż szmata do podłogi, liczne rodzeństwo, bieda, patologia, w domu brak warunków do nauki i samorozwoju. Ten ktoś mógł nie puszczać informacji o swojej sytuacji "w świat", ale ludzie i tak coś niecoś wiedzieli, zwłaszcza jeśli mowa o takiej typowej prowincji, gdzie wszyscy się znali lub przynajmniej tak im się wydawało. Inne dzieciaki od kogoś takiego się separowały, bądź uprzykrzały mu życie. Czy ktoś reagował, starał się pomóc? A gdzie tam! Totalna wyjebka. No cudowny start w życie, nie ma co!
Większość z nas jednak pochodzi z przynajmniej trochę lepiej sytuowanych rodzin. Także porządne najedzenie się było czymś normalnym. Nie musieliśmy gnieździć się w pięć lub więcej osób w jednym pomieszczeniu, więc warunki do nauki jako tako były. Ciuchy niekoniecznie markowe, ale i tak całkiem w porządku. Co niektórzy nawet mieli całkiem niezłe telefony, jak na tamte czasy. Nie byliśmy na ogół wykluczeni ze szkolnych wycieczek, a i na wypad do kina czy jakiejś tam tańszej restauracji ze znajomymi trochę grosza się czasem znalazło. Czyli takie podstawy, które powinny być czymś powszechnym. Nie oznacza to jednak, że w każdym domu było idealnie. Ciężko to jednak było dostrzec, jeśli nasz wygląd i zachowanie nie odbiegały od powszechnie uznanej "normalności".
W wielu przypadkach nasi rodzice zwyczajnie w świecie zjebali. Nawet jeśli jakimś cudem nie stosowali przemocy fizycznej (w co śmiem wątpić), to zawsze zostawały słowa. Słowa, które niszczyły. Które nas blokowały i nadal blokują nawet kilkanaście/kilkadziesiąt lat po ich usłyszeniu.
Niekoniecznie chcieli źle. Może zbyt mocno przesiąknęli czasami PRL-u, w których dorastali (i które według opowieści ich czy dziadków musiały być mocno chujowe) i nie wierzyli, że można mieć w miarę fajne życie. Może od swoich rodziców słyszeli niezbyt pozytywne przekonania o sobie, świecie, życiu i potem przenosili je na nas. Może nie wiedzieli, że da się inaczej. Nie mieli w końcu tak szerokiego dostępu do wiedzy, jaki my mamy obecnie. No ale zjebali.
Oczywiście słyszymy, że jak tak można zwalać na rodziców winę za własne życiowe niepowodzenia. Najlepiej jest użalać się nad sobą i szukać wymówek, by nic nie robić ze swoim życiem! A przecież zazwyczaj jednak coś robimy, bo musimy. Bo nie mamy, kurwa, nastu lat już od dawna, a piniądz z nieba nie spadnie. Nie trzeba jednak być magistrem psychologii czy kimś w ten deseń, by w którymś momencie móc zczaić, że przeszłość ma wpływ na teraźniejszość (no shit, Sherlock!).
Życie często samo w sobie jest chujowe, zwłaszcza żyjąc w Polsce, także nawet co niektórych ludzi wychowanych w zdrowych, wspierających rodzinach pewne sytuacje przerosną, ale ci od toksycznych rodziców dźwigają dodatkowy bagaż. I potem się słyszy o depresji, nerwicy, lęku przed ludźmi i życiem, zaburzeniach odżywiania, nadmiernym perfekcjonizmie i wielu innych atrakcjach. O ile ktoś czuje się w miarę na siłach, podejmuje walkę o siebie, wyprowadza się, idzie na terapię, ale nie ma gwarancji, że wyjdzie z tej walki zwycięsko.
No dobra, niech będzie, ktoś powie, ale co w takim razie z nastolatkami, których głównym zmartwieniem jest brak dziewczyny/chłopaka czy butów z Adidasa? Albo niedostateczna ilość polubień pod zdjęciami na Instagramie. W dupach się poprzewracało! Za parę lat zobaczą, co to prawdziwe problemy! A skąd niby wiadomo, że to ich jedyne problemy?
Jakże łatwo nam zapomnieć, że też to przerabialiśmy. W tym wieku potrzeba akceptacji ze strony innych jest spora. Też nie chcieliśmy być gorsi, stawać w rzędzie z jakimś dziwakami. A wykluczenie boli. Co niektórzy w pogoni za byciem cool narobili trochę głupot. I kłamali, jakiego to zajebistego życia nie prowadzili poza szkołą. I zazdrościli tej czy tamtemu zagranicznych podróży, powodzenia u płci przeciwnej, modnych w tamtych czasach ciuchów... Been there, done that.
Po latach zdajemy sobie sprawę, że to wszystko niekoniecznie musiało decydować o dalszym życiu, a przynajmniej nie w aż tak wielkim stopniu. Zresztą zmieniają nam się priorytety, a dawne szkolne dramy rozmywają się coraz bardziej w naszej pamięci. Z obecnymi nastolatkami być może też tak będzie, a teraz dajmy im żyć.
No dobra, nie ma co się oszukiwać: w czasie koronawirusa wszyscy mamy mniej lub bardziej przejebane!



.jpg)












